DOBRY LISTOPAD

Pierwszy miesiąc przygotowań do wiosennych startów za mną. Było to stopniowe wprowadzenie w trening, choć zrobiłem naprawdę całkiem niezłą robotę. W sumie ponad 300km – kolejne tygodnie po 50, 60, 70 i ponad 90km. Do tego dużo siłowni – trening funkcjonalny, sporo domowej gimnastyki siłowej (drążek, planki itp.) stretching i nowość – pilates 🙂 Poszedłem póki co 2 razy na te zajęcia. Byłem jedynym facetem na sali, ale wrażenia naprawdę sympatyczne. Uważam, że pilnowanie, żeby ciało było elastyczne i odpowiednio zregenerowane to klucz do sukcesu przy intensywnym treningu.

Póki co robię głównie swobodne rozbiegania, przebieżki, krótkie interwały,  trochę biegów ciągłych na nieco wyższym tętnie i stopniowo wydłużane podbiegi jako niezbędny element siły biegowej. Szczerze, bardziej zmęczony czuję się mięśniowo siłownią niż samym bieganiem. Stąd nieco rozczarowujący wynik w jedynym sprawdzianie na zawodach w listopadzie. 5km w przełaju na CityTrail pokonałem w 18:03. Nadal celuję w 17:30 czyli średnio 3:30/km ale naprawdę trudno mi to wykręcić. Następna szansa już 10 grudnia podczas kolejnego biegu na tym dystansie. Zamierzam kilka dni przed startem odpuścić siłownię i zakupić kolce by się nie ślizgać na błocie. Powinno być lepiej!

Oprócz regularnego biegania zacząłem wreszcie naprawdę uczciwą pracę nad płytą. Będzie na pewno przesiąknięta duchem sportu i biegania. Nie ma wyjścia. Jakie życie taki rap. Płytę planuje na kwiecień/maj 2017. Najważniejsze jest dla mnie to, że coraz bardziej czuję przyjemność z tworzenia, zabawy słowem, a i bity które zebrałem już na album brzmią zacnie. Przede mną kluczowe 2-3 miesiące pracy. Mam nadzieję, że pogodzę muzykę ze sportem. Przyda się do tego 3 składnik mojej życiowej układanki czyli motywacja. Muzyki, sportu, motywacji… i zdrowia… życzę również Wam!

dsc_0002

dsc09700 krobia_1009_fot_maciej_majchrowicz

PAŹDZIERNIK – ROZTRENOWANIE

Po ukończeniu maratonu w Poznaniu zaplanowałem 3 tygodnie totalnego rozbratu z bieganiem. 100% laby. Był to mój najbardziej leniwy miesiąc od 2 lat. Sportowo próżnowałem, ale dużo podróżowałem. W pierwszym tygodniu odwiedziłem na kilka dni Maltę, w drugim wybrałem się z córką do podparyskiego Disneylandu, w trzecim wylegiwałem się na plaży w Kenii. W sumie same przeloty, a w zasadzie ich ilość były dosyć męczące, ale dzięki temu mogłem skutecznie zapomnieć o bieganiu. Dla ambitnego amatora to bardzo trudne. Jest podświadoma obawa, że forma uleci i już nigdy nie wróci, jest przywiązanie, niemalże uzależnienie od codziennej rutyny treningowej.

Mi udało się to bezboleśnie. Do Kenii wziąłem sprzęt do biegania z myślą o jakichś lekkich truchcikach na plaży, ale nie zrobiłem nawet tego. Wszystko to, żeby nie powtórzyć błędu z zeszłego roku. Wtedy „podkręcony” dobrym wynikiem w jesiennym maratonie chciałem z marszu niemalże wejść na kolejny szczebel. Zacząłem trening już tydzień po maratonie i stopniowo zwiększałem obciążenia tak, że w lutym byłem już mocno przemęczony, w marcu osiągnąłem szczyt formy, a w kwietniu już nie istniałem. Dlatego m.in. maraton w maju w Gdańsku wyszedł jak wyszedł czyli był regres formy. Teraz wziąłem długi urlop i mam zamiar wchodzić w trening bardzo stopniowo by trafić z formą w optymalny czas.

Wróciłem z wojaży wypoczęty i zdeterminowany. Waga +3 kg czyli nie ma dramatu. W pierwszych 2 miesiącach treningu chcę mocny akcent postawić na siłownię. Trochę treningu funkcjonalnego, trochę zajęć grupowych BodyPump, które bardzo lubię. I duuużo rozciągania. Uważam, że mam sporo do poprawienia w tej kwestii. Chcę zwiększyć zakres ruchu, uelastycznić mięśnie by uzyskać efekt większego luzu podczas biegu. Sam plan treningowy pozostawiam trenerowi, ale jak go znam pewnie będziemy powoli wchodzić w obciążenia i bazować w pierwszej fazie na zabawach biegowych i stopniowo wydłużanych podbiegach.

Czy mam jakieś konkretne cele na wiosnę? Łatwo sie spekuluje, trudniej będzie to zrobić, ale wierzę że jeśli trening odpali i trafię z formą we właściwy czas jest możliwy maraton po 3:50/km co dałoby wynik w granicach 2:42. Aby to osiągnąć po drodze trzeba by polecieć półmaraton  w okolicach 1:16, a dychę co najmniej w 34:30. Czy się uda? Zobaczymy! Jest motywacja by to zrobić!

dsc05560 dsc05245Poznań Maraton 2016 – My Precious…

fullsizerender1 dsc08857 Malta – La Valetta i wyspa Gozo

dsc09048 dsc09158dsc09089Kenia Safari i zdjęcie z „Masajem” kasującym $ za wstęp do wioski

img_5647 img_5632Plażing…

 

POZNAN MARATON 2016 – RELACJA – I CO DALEJ?

Po pierwsze przepraszam za brak polskich znakow. Pisze to z urlopu na Malcie i za „ch***a” nie wiem jak przestawic klawiature na polska pisownie.

Poznan Maraton przeszedl do historii. Jestem bardzo zadowolony. 2:48 to byl moj plan optymalny. Czulem ze na to mnie stac i dowiozlem ten wynik do mety bez wiekszych problemow. Moglbym silic sie na dramatyczne opisy walki na kolejnych kilometrach ale prawda jest taka ze byl to najprzyjemniejszy maraton w moim zyciu. Tempo wymagajace, ale caly czas pod pelna kontrola. Walka do upadlego – cierpienie,  dopiero od 39km. Czy to znaczy ze moglem pobiec szybciej? Wydaje mi sie ze nie. Moze ryzykujac wiele urwalbym jeszcze 1-2 minuty ale nie bylo sensu sie szarpac. Zupelnie spontanicznie powstala mocna grupa lecaca wspolnym tempem po 4:00/km do 30km, pogoda sprzyjala, czulem sie dobrze, poprawilem zyciowke o 7 minut – na tym etapie – pelnia szczescia.

To nie znaczy ze wszystko od poczatku bylo idealne. W piatek przed maratonem cos strzelilo mi w plecach. Chyba od czytania ksiazek w dziwnych pozycjach bo na silowni nie bylem od ponad 2 miesiecy. Udalem sie w trybie pilnym do znajomego fizjoterapeuty Krzycha Smichurskiego, ktory rozmasowal miesien i zalozyl dwa tejpy. Na szczescie plecy odezwaly sie tylko na ostatnich kilometrach gdy mocno zziebly przez padajacy pod koniec rzesisty deszcz. Lapaly mnie tez skurcze na ostatnim kilometrze totez zrezygnowalem ze sprinterskiego finishu. Poza tym niemal wszystko zagralo. Obawialem sie czy wybralem dobre buty? Pobieglem w Asicsach DynaFlyte i sprawdzily sie rewelacyjnie mimo, ze to buty z zalozenia treningowe. Staralem sie omijac kaluze jak tylko mozna i choc trasa byla mocno zalana woda udalo mi sie to do samej mety. Technicznie zadnych problemow.

Czego najbardziej sie obawialem to dlugiego dystansu i wynikajacych z tego problemow miesniowych. Wszystko co biegalem treningowo dluzszego niz polmaraton to dwa(!!!) wybiegania po 25 i 26km. Wydawalo mi sie to strasznie malo, ale trener Marcin Nagorek zapewnial mnie ze musimy postawic na swiezosc na starcie i uniknac przetrenowania, zmeczenia miesniowego przed startem przez co byly problemy wiosna. Wtedy moj kilometrach osiagal maksymalnie ok 120km. Pobieglem z tego 2:58 w maratonie. Teraz na kilometrazu ok 90 w apogeum i pelnym wypoczeciu na starcie zrobilem 2:48. Zdecydowanie lepiej trenowac mniej a madrzej.

Co dalej? Otoz zamierzam isc dalej do przodu wlasnie ta metoda. Mniej objetosci, wiecej jakosci. Zamierzamy raczej trenowac interwalowo, krotko a intensywnie, bo jestem naturalnie predysponowany do takiego wysilku, a maraton atakowac na koniec sezonu z zapasem predkosci. Czyli wiosna stawiam na konkretne zyciowki na 5 i 10km, a z rozpedu na koniec nieco potrenowac pod dluzszy dystans i zrobic dobry polmaraton w Poznaniu pod koniec marca i maraton w kwietniu jeszcze nie wiem gdzie. Poki co do konca pazdziernika robie biegowy reset, a od listopada stopniowo, powoli, wchodze w trening. W najblizszych miesiacach priorytetem bedzie jednak moja nowa plyta na ktorej mam zamiar sie skupic. Plyta bedzie bardzo sportowa i motywacyjna. Jestem juz konkretnie wkrecony w bieganie i nie widze odwrotu. Musi miec to swoje odzwierciedlenie takze na nowym albumie. Na kwiecien planuje wiec muzyczna ZYCIOWKE i oczywiscie kolejne rekordy na biegowych trasach.

 

imgl1835 imgl1858-edit imgs1367 imgs1507 imgs1676 imgs1732 imgs2048

PODSUMOWANIE 2 ROKU BIEGANIA I CEL NA POZNAŃ MARATON 2016.

Tydzień do najważniejszego startu w tym roku – Poznań Maratonu 2016. Polecę w swoim mieście, tu gdzie w 2002 roku ukończyłem swój pierwszy maraton, bez niemal jakiegokolwiek przygotowania, tu gdzie rok temu, świadomie już mocno trenując, ustanowiłem swój dotychczasowy rekord życiowy – 2h 55min. Jednocześnie mijają właśnie 2 lata odkąd biegam regularnie i metodycznie, nastawiony na bicie kolejnych życiówek i odkąd obrałem drogę ambitnego amatora. Statystycznie rok był rekordowy. Wykonałem 284 treningi biegowe (średnio 5,56/tyg.), 44 razy wybrałem się na siłownię i 16 razy wychodziłem na kort pograć w mojego ukochanego tenisa.

Mój roczny kilometraż zwiększyłem w stosunku do poprzedniego roku zdecydowanie. Licznik wybił 3737km w stosunku do ok 2600km w roku ubiegłym. Średnio daję to 311km na miesiąc i 73km tygodniowo. Nie przywiązuje się szczególnie do tych liczb, choć lubię je analizować. Wiem, że nie liczy się ilość, ale jakość, ale sama wzrastająca objętość treningowa też coś mówi.  Zajawka nadal rośnie, widzę nadal mnóstwo elementów, które powinienem poprawić by stać się szybszym zawodnikiem. Mam też już nieco doświadczenia i jeden poważny kryzys za sobą.

Na dzień dzisiejszy czuję się świetnie. Nie dokucza mi żadna kontuzja. Porównując sytuację z wiosną, gdzie byłem mocno przeciążony i pospinany mimo, że wykonałem wcześniej kawał dobrej roboty dziś czuję się mocny, zdeterminowany i nawet jeśli nieco niedotrenowany, to głodny startu i weryfikacji na co mnie stać. Półmaraton w Swarzędzu tydzień temu (czas 1h 19min) pokazał jasno,  że mogę celować w złamanie 2h 50min w maratonie. I tego się trzymam. Cel to przebiec cały dystans w tempie w okolicach 4:00/km, a jeśli zostanie coś mocy przyspieszyć na ostatnich kilometrach.

Najważniejsze, żebym w dniu zawodów był świeży i gotowy toteż skupiam się teraz na regeneracji, zacząłem prace nad nową płytą,  czytam motywacyjne książki (po „Wadze startowej”  w tym tygodniu zaczynam” Jak bardzo tego chcesz”) a na treningach tylko truchtam ładując akumulatory na niedzielę 9 października! To na pewno będzie wielkie święto biegania w Poznaniu, mam nadzieję, że posypią się życiówki! Do zobaczenia na starcie!

swaj swaj_2Swarzędz Półmaraton 25.09.2016 czas: 1:19:11

SIERPIEŃ W BIEGU!

Miniony miesiąc był szalony! Spędziłem 18 dni poza domem. 6 koncertów, turniej tenisa artystów Beskid Cup w Jaworze, kilkudniowy wyjazd z córką do Warszawy, krótki obóz sportowy z Fabryką Formy w Ślesinie, teledysk w Katowicach… Uff. Nie miałem takiego komfortu trenowania jak w lipcu, często treningi „wciskałem” gdzieś między próbę, a koncert. Mimo to statystycznie znów wygląda to nieźle. Przebiegłem 366 km wychodząc na trening biegowy 27 razy i 8 razy grając w tenisa.

Tenisa odkurzyłem, bo w planie miałem obronę tytułu mistrza Beskid Cup z poprzednich lat 2015, 2014. Mimo, że od września do maja nie grałem ani razu, w sierpniu wyszedłem kilka razy na kort i czułem się zaskakująco dobrze. Czucie piłki, technika – na pewno słabsze niż wtedy gdy grałem regularnie, ale nie było źle. Wciąż potrafiłem powalczyć i wygrywać ze sparingpartnerami, którzy nie zawiesili rakiety na kołku. W samym turnieju się to potwierdziło. Wygrałem łatwo swoją grupę, a potem w ćwierćfinale pokonałem Marcina Dańca 6/2 6/4, w półfinale Marek Bukowski poddał mecz  z powodu kontuzji po 40 minutach wyrównanej walki (tu śmiało mogłem przegrać, świetny zawodnik!) W finale powtórka sprzed roku. Pierwszy set przegrany z Grzegorzem Poloczkiem 3/6,  ale potem odrodzenie i wytrzymałość biegowa sprawiły, że wygrałem kolejne 2 sety po 6/2. Świetny turniej jak zwykle. Hotel SPA Jawor – Beskid Śląski – cudowne miejsce! Grać i wygrywać tu to prawdziwa przyjemność!

sarastudio (882)sarastudio (846)Odpalam lont! Biorę rakietę! Wchodzę na kort!

Kolejne ciekawe miejsce, które odwiedziłem to Ślesin i obóz sportowy Fabryki Formy. Spędziłem tam 2 dni (obóz trwał 4) zrobiłem długie wybieganie 26km po 4:36/km a na drugi dzień 60′ spokojnego biegu regeneracyjnego. Niestety za drugim razem zgubiłem się w lesie i zamiast planowanych 12km wyszło mi 18km. Następnego dnia grałem już koncert w Skarbimierzu na ziemi opolskiej, a kolejnego dnia kręciłem teledysk w Katowicach.

Były dni w sierpniu, że czułem się już przemęczony i niestety odbiło się to na kilku treningach. Szczególnie zasmuciła mnie moja „niedyspozycja” na ważnym akcencie 4 x 2km po 3:30. Po pierwszym odcinku w zaplanowanym czasie po prostu mi się odechciało wszystkiego. Zrobiłem w sumie 3 odcinki zamiast 4, ale tempo było dużo słabsze od zaplanowanego. Po tym treningu chciałem zrobić kilka dni przerwy i byłem psychicznie podłamany. Okazało się, że problem był jednak bardziej z głową niż z ciałem. Następnego dnia biegało mi się już całkiem dobrze, ale ten nieudany akcent nie wróży niczego spektakularnego w kontekście wrześniowego testu na 10km…

A biegnę już 4.09 w Koninie. Zacznę tempem niewiele słabszym niż tempo na życiówkę czyli ok 3:35/km i będę starał się trzymać. Padnę to padnę – trudno. Przynajmniej będę wiedział, gdzie jestem. We wrześniu planuję najcięższe treningi przed maratonem, ale również sporo startów. Pobiegnę treningowo ćwierćmaraton w Krobii (10.09) odwiedzę Festiwal Biegowy w Krynicy Zdrój (11.09) gdzie pobiegnę na…1km. Potem pod koniec września półmaraton (jeszcze nie wiem do końca gdzie) no i odpuszczenie przed maratonem (9.10. Poznań) Mam nadzieję, że też ostro trenujecie przed jesiennymi startami! Do zobaczenia na trasach!

sarastudio (1468) sarastudio (1200)Chwila triumfu i wieczorne występy!

 

RYTM ŻYCIA RAPERA-BIEGACZA czyli RELACJA Z SUPERWEEKENDU

AKCENT – KONCERT – TRENING – KONCERT – TRENING – KONCERT – AKCENT. Tak mniej więcej brzmi rytm tego dłuuugiego i bardzo intensywnego weekendu. Zaczęło się w piątek od mocnego treningu w Warszawie z moim trenerem Marcinem Nagórkiem. Wieczorem byłem świadkiem spektakularnego koncertu Rihanny na Narodowym, w sobotę przemieściłem się 400km na zachód by zagrać swój koncert w Sławie (nie zapominając o treningu) by w niedzielę przejechać kolejne 400km na koncert do Radomia (nie zapominając o treningu) W poniedziałek byłem martwy, ale wyspawszy się walnąłem jeden z bardziej udanych ciężkich treningów od miesięcy. 3 x 3km po 3:40. Teraz leżę… Jestem zmęczony i zadowolony 🙂

PIĄTEK

Do Wawy wybrałem się z żoną pociągiem chcąc ograniczyć do minimum zmęczenie dosyć długą trasą. Naszym wieczornym celem był koncert Rihanny (ja cieszyłem się również na support Big Seana) ale zanim zafundowaliśmy sobie tą muzyczną ucztę trzeba było się zmęczyć! Wyjazdy do Warszawy to dla mnie zawsze okazja, żeby spotkać się z moim biegowym trenerem, czasem razem potrenować. Tak było tym razem. Zrobiliśmy bardzo intensywny, krótki trening krosowy w bardzo wymagającym terenie. Najpierw 3 x 1km po 3:30 (wyszło dokładnie 3:28, 3:24, 3:30) i potem kluczowy odcinek ok 3,4km ciągłego mocnego biegu po lesie, korzeniach, pagórkach, piachu. Do końca trzymałem plecy Marcina. Dla niego był to wysiłek pewnie taki na 3/4, dla mnie ostra walka na granicy. Pod górę pierwszy km wyszedł nam ok 3:50, potem już się rozpędzaliśmy (2km ok 3:40) i końcówka to lekka mgiełka przed oczami i ponad km w tempie 3:30 i lepiej! Ten trening uświadomił mi jak przydaje się wspólny trening, presja partnera, która potrafi nam dodać skrzydeł i wykrzesać dodatkową ambicję. Ja trenuję póki co sam, ale myślę ostatnio coraz częściej nad robieniem niektórych mocnych jednostek (akcentów) wspólnie z innym biegaczem (mam już kilku kandydatów w głowie 🙂 )

Po treningu, zadowolony, udałem się z żoną na koncert, który naprawdę nie rozczarował. Wypełniony po brzegi stadion robił wrażenie. Olbrzymia scena, dobre nagłośnienie (przynajmniej z płyty stadionu, bo słyszałem, że ludzie na trybunach narzekali) – energetyczny rapowy support Big Seana i gwiazda wieczoru Rihanna – co by nie powiedzieć – dziewczyna zamieniająca każdą piosenkę w hit od ponad dekady! 80 minutowy show dał pełną satysfakcję. Napięcie było odpowiednio dawkowane, aby osiągnąć apogeum w kilku końcowych piosenkach. Zespół muzyczny grał rewelacyjnie, chórek, tancerze – wszystko na światowym poziomie! No i najważniejsze – Rihanna na żywo naprawdę daje radę! Potrafi śpiewać, ma sceniczny luz. Wydaje mi się,  że miała dobry dzień i sama bawiła się naprawdę świetnie! Swoją drogą nie mogła zlekceważyć takiej publiki, która była wpatrzona w nią jak w obrazek!

IMG_4951Z żoną Weroniką. Publikę rozkręca Big Sean.

 

Nocleg mieliśmy u Marcina Nagórka, który czekał już na nas z…  70% śliwowicą. My przynieśliśmy wino, znalazły się też jakieś browarki i domowy melanż zakończył się przed 4. Nasz dobry nastrój napędzały nie tylko alkohole, ale także ceremonia otwarcia Igrzysk w Rio. Było o czym dyskutować (główną atrakcją było zgadywanie gdzie leżą na mapie świata wszystkie te mini reprezentacje sportowców z np. Tuwalu, Nauru czy Suazi…)

SOBOTA

Obudziłem się z błyskotliwą myślą, że chyba wczoraj piłem alkohol, a przede mną powrót do Poznania, trening i wieczorny koncert. Na szczęście odespałem swoje w pociągu czytając nieco także nową książkę Jerzego Skarżyńskiego o bieganiu jego metodą. Stara szkoła polskiego biegania, którą dotychczas nieco pomijałem. Mimo, że większość rzeczy jest dla mnie już znana (przeczytałem kilkanaście biegowych poradników i duuużo rozmawiam z Nagórem) to polecam szczerze tą pozycję książkową.

Trening zrobiłem ok 15. Bardzo wolne 11km po sucholeskim poligonie (tempo 5:30/km) Na szczęście tego dnia nie strzelali, więc wróciłem żywy. Potem w auto i ponad 100km do Sławy na koncert. Przed 20 rozpętała się niezła burza i nasz występ stanął po lekkim znakiem zapytania. Wykorzystaliśmy ten czas, żeby lekko „nastroić” się Jackiem Danielsem i ok 20.30 zaczęliśmy koncert. Z czasem pod scenę wracali kolejni ludzie, przegonieni przed deszcz. Zdecydowanie udany koncert i fajna publika. Wystąpiliśmy w pełnym składzie czyli ja, Kasia Rościńska (wokal) Vito WS (rap) John James (wokal) Dj Skill (Dj) Artur (perkusja) Pasażer (piano) Rafi (bas) Wróciłem do domu zupełnie nie pamiętam o której… 🙂

20160806_213914Dla Sławy!

NIEDZIELA

Niedzielny poranek był znacznie cięższy niż sobotni. Tu muszę podziękować mojemu akustykowi Antkowi Sobuckiemu, z którym ustaliłem swoje zwolnienie z próby. Zespół chciał wracać zaraz po wieczornym koncercie  w Radomiu. Ja wiedziałem, że zostanę na noc, bo chcieliśmy z żoną odwiedzić jej kuzyna mieszkającego w okolicy, więc dojechaliśmy swoim autem na sam koncert (zespół pojechał wcześniej busem) Przed wyjazdem zrobiłem 10km bardzo wolnego biegu wraz z żoną (tempo ok 5:50/km)

Dojechaliśmy do Radomia na ostatnią chwilę po 18. Miałem niecałą godzinę do występu.  Przebrałem się, wypiłem browarka i na scenę! Grało mi się świetnie i byłem strasznie gadatliwy. Dj Skill zawsze po koncercie lekko się ze mnie podśmiechuje, że potrafię nawijać po 3-4minuty między piosenkami. W Radomiu rzeczywiście dobrze mi się rozmawiało z publiką. Było trochę o sporcie (Rio)  i o spranych, ulubionych t-shirtach, kupionych na zapyziałych targowiskach (wystąpiłem w jednym z takich) Mimo, że nieco skracałem na końcu wyszło prawie półtorej godziny grania (czyżby podświadomy wpływ maratonu?) Po koncercie pojechaliśmy odwiedzić „radomską” rodzinę.

31a76fae36deaf0db293260b3ae0de25resNet10_ndRadom na lekkim efekcie… 🙂

PODZIEDZIAŁEK…i wtorek

Byłem już solidnie zmęczony weekendem, a miałem zaplanowany ciężki trening, którego sednem były 3 rundy po 3km w tempie 3:40 na 3 minutowej przerwie w truchcie. Wróciliśmy do domu późnym popołudniem i już wiedziałem, że ten trening nie ma sensu. Byłem wykończony. Jedyne na co zdołałem się zebrać to 10km ok 5:10/km na bieżni mechanicznej w domu, oglądając, niestety przegrany mecz deblowy w tenisowy pomiędzy Kubotem/Matkowskim, a Ferrerem/Bautistą. Potem zasnąłem jak dziecko…

Przespawszy ponad 10h poczułem się dobrze. Wypiłem espreso i ruszyłem na zaplanowany dzień wcześniej akcent. Wyszedł wyborny trening! Nie spodzieałem się tego zupełnie. Doskonałe warunki atmosferyczne – ok 18st. C. Znacznie się ochłodziło i biegałem jak maszyna. Najpierw 20′ spokojnie na rozgrzewkę i potem zasadnicza cześć na stadionie lekkoatletycznym. Dystans mierzyłem zegarkiem bez GPS`a od lini do lini. Pierwsza trójka (3:40, 3:38, 3:35) Druga (3:40, 3:37, 3:35) czyli niemal identycznie. Trzecia – ostatnia i najcieższa (3:40, 3:36, 3:27!) Miałem moc w końcówce, cierpiałem już bardzo mocno, ale była wola walki!

FullSizeRender (1)Udane 3 x 3km po 3:40! Dobrze jest!

Ten trening dał mi dużo wiary w możliwy dalszy postęp wyników! Jeszcze w lipcu miałem problem z zadanymi jednostkami (nie wyszło mi np. 2 x 4km po 3:45) Na 60 dni do maratonu jest dawka optymizmu! Plan minimum życiówka (poniżej 2:55) , plan realny (poniżej 2:50) plan optymistyczny (okolice 2:45) To na dzień dzisiejszy bo dużo się jeszcze może zmienić i na plus i na minus.

 Page 1 of 7  1  2  3  4  5 » ...  Last »