side menu ON side menu OFF

Manager
698 334 585
manager@mezo.pl

CZAS NA SZYBKOŚĆ!

Mógłbym zacząć od narzekań i użalania się nad niesprawiedliwością biegania. Mógłbym pisać, że waga startowa jest przereklamowana, że „niepicie” nic mi nie dało, że słońko grzało zbyt mocno, że przecież wzorowo trenowałem, odżywiałem się, chodziłem na saunę i na masaże! I nawet nie powalczyłem o życiówkę!? Czy niepowodzenia nie powinny mnie zniechęcać? Będę szczery. Zniechęcają mnie. Trwa to dzień, czasem dwa lub trzy. A potem podnoszę się i…biegnę dalej!

Oczywiście, że odczuwam niedosyt. Czekałem na ten dzień od początku roku. „Piątka” w Wiązownej 4 marca i „dycha” 11 marca w Poznaniu to były tylko starty kontrolne. Forma docelowa miała być na Poznań Półmaraton – dokładnie 15 kwietnia. Ostatni miesiąc żyłem jak asceta i czułem się z tym dobrze. Wpadłem w bardzo dobry treningowy trans – 7-10 jednostek treningowych w tygodniu plus trening uzupełniający. Było ciężko, walczyłem, ale robiłem co trzeba i niemal wszystko wychodziło jak należy. Czułem silną wolę i panowałem nad sytuacją. Udało mi się zjechać z wagą do życiowych minimów (oczywiście liczę lata dorosłości) Dokopałem się na brzuchu do mięśni o których nie miałem pojęcia. I czułem się z tym dobrze. Wiedziałem, że niebawem zaczynają mi się wyjazdy koncertowe, życie na walizkach, często w stresie i zgiełku. Ten półmaraton to był najlepszy moment by zdyskontować formę i cieszyć się cały sezon dobrym wynikiem. Mimo dużej pokory stanąłem na starcie pełen wiary w siebie i swoje możliwości.

Waga startowa

Na trasie zupełnie nie szło. Już od 5km czułem, że trudno będzie utrzymać tempo w okolicach 3:40-42/km. Na 10km już właściwie było po zawodach. Biegłem na dotarcie do mety z twarzą. Było nawet wesoło. Trochę wisielczego humoru, trochę piątek w kibicami i rozmów z wyprzedzającymi mnie biegaczami. Jakoś doczłapałem do mety pozwalając sobie na dynamiczny finisz, który był jedynym sportowo mocnym akcentem tego dnia. Zawsze nieco bawili mnie sportowcy, którzy po nieudanym występie mówili „No nie wiem co się stało?” ale doprawdy tak się czułem. Dlaczego? Why? Warum? Byłem kurde przygotowany jak nigdy! Niestety taki jest sport. Są takie dni, że nie idzie. Pocieszające jest, że większość biegaczy przeżyła tego dnia rozczarowania, więc ewidentnie coś w powietrzu było nie tak. Tylko nieliczni na mecie byli zadowoleni ze swego czasu.

fot. Dorota Świderska

Minęło 48 godzin od startu, odcinam go grubą kreską i biegnę dalej. Na pewno zmniejszę liczbę treningów ze względu na ograniczenia czasowe, trochę dorzucę więcej siłowni (bo lubię, a zaniedbałem) wyluzuję z trzymaniem wagi co w moim przypadku chyba nie jest najistotniejsze. Stawiam w najbliższych tygodniach na szybkość, a właściwie wytrzymałość szybkościową. W czerwcu chciałbym pobiec jakieś mocne 5km. Po drodze będę też koncertował na kilku imprezach biegowych i w zależności od dyspozycji pobiegnę mniej lub bardziej ambitnie 10km w Żarach (22.04) i Pułtusku (06.05) Przyjąłem także zaproszenie od organizatorów Mistrzostw Polski Amatorów w biegu na 1 Milę w Warszawie 10 czerwca. Mam wystąpić w kategorii dziennikarze i blogerzy. Czuję się wyróżniony 🙂 Jedyny problem w tym, że nigdy w życiu nie biegałem na milę! Chyba zadzwonię do Marcina Lewandowskiego z pytaniem jak to się biega?

fot. Andrzej Olszanowski

Komentarze.

  1. Darek

    Kwiecień 17, 2018 (20:27) Reply

    Chciałbym mieć tak słaby dzień i wykręcić 1:24 Sport uczy pokory a zwłaszcza bieganie polmaratonow,maratonów.Będzie lepiej.💪🏻

  2. Paweł

    Kwiecień 18, 2018 (16:57) Reply

    Człowiek musi i powinien mieć w sobie pasję sportową, a Ty masz i tak trzymaj dalej 😉 bo w zdrowym ciele zdrowy duch!

Zostaw swój komentarz.

* Twój adres e-mail nie będzie publikowany.