DUSZA SZYBKOŚCIOWCA

Mezo_1

17:55 to mój wynik na 5km ostatniego biegu z cyklu CityTrail. Najlepszy czas na tej trasie, ale rekord pobity zaledwie o 5 sekund i szczerze – spory niedosyt. Dużo błota na trasie, ale to normalnie w przełaju. Nie lubię jednak takich warunków. By dobrze pobiec potrzebuje twardego podłoża, które pozwala mi się solidnie wybić. Po raz kolejny wyszła ze mnie dusza szybkościowca. Zbyt dobre samopoczucie na starcie i poleciałem jak kuna pierwszy kilometr w czasie 3:20. Gdy spostrzegłem, że ścisła czołówka jest zaledwie 20 metrów przede mną pomyślałem „oj bekniesz za ten szalony początek”, czułem się jednak nadal relatywnie dobrze i liczyłem na cud. 2km w czasie 3:30 czyli planowanym czasie przelotowym, który by mnie zadowolił na mecie. Niestety szło coraz gorzej. Kilka osób mnie wyprzedziło. Czułem, że tempo spada. 3km – 3:40. W planie taktycznym przed biegiem właśnie tu miałem się zebrać i nieco przyspieszyć, ale… się nie dało 🙂 Plątanina myśli w głowie, ciężkie nogi, grząskie podłoże, ale walczyłem ile się dało. 4km – 3:40. Czułem się już podle. Na ostatnich nogach walczyłem o przyzwoity czas, choć już wiedziałem, że cudów nie będzie. Chciałem jednak pierwszy raz na tej trasie złamać 18 minut. Ok 500 metrów do mety usłyszałem okrzyk w moją stronę „MUZO, lubię twoją muzę – dajesz!!!” Raczej mnie to zdemotywowało… 🙂 Myślałem, że wybuchnę śmiechem, ale zebrałem się jeszcze na wysiłek i powagę by godnie zakończyć bieg. Po chwili usłyszałem „cześć” od jednego z biegaczy, który zachował więcej sił na finish i być może chciał pogadać. Udałem, że nie słyszę bo naprawdę nie byłem w nastroju na „pogawędkę” Pozdrawiam go serdecznie teraz, nie chowaj urazy 🙂 Ostatnie 200 metrów nieco przyspieszyłem, ale nie był to sprint na jaki mnie stać. Zbyt dużo błota i nieco rezygnacji, że znów mnie poniosło i bieg taktycznie nie wyszedł. Na mecie chwila wytchnienia, gratulacje między zawodnikami. Jak zwykle świetna atmosfera i pozytywni ludzie.

Podsumowując, bieg choć rekordowy – nie wyszedł, ale był kolejną lekcją pokory. Muszę poskromić w sobie chęć do zbyt mocnego startu. W zasadzie wiem o tym doskonale, ale w praktyce, ciężko nie dać się ponieść na pierwszych kilkuset metrach biegnąc w tłumie solidnych zawodników i czując wiatr we włosach 🙂 Za dwa tygodnie kolejny start. Tym razem 10km na asfalcie – Maniacka Dycha. Myślę, że ten bieg bardziej pokaże, gdzie jestem z formą i będzie wyznacznikiem na co mogę liczyć w kwietniu w półmaratonie i w maju w maratonie. Trenujemy dalej!

PAŹDZIERNIK – ROZTRENOWANIE

Po ukończeniu maratonu w Poznaniu zaplanowałem 3 tygodnie totalnego rozbratu z bieganiem. 100% laby. Był to mój najbardziej leniwy miesiąc od 2 lat. Sportowo próżnowałem, ale dużo podróżowałem. W pierwszym tygodniu odwiedziłem na kilka dni Maltę, w drugim wybrałem się z córką do podparyskiego Disneylandu, w trzecim wylegiwałem się na plaży w Kenii. W sumie same przeloty, a w zasadzie ich ilość były dosyć męczące, ale dzięki temu mogłem skutecznie zapomnieć o bieganiu. Dla ambitnego amatora to bardzo trudne. Jest podświadoma obawa, że forma uleci i już nigdy nie wróci, jest przywiązanie, niemalże uzależnienie od codziennej rutyny treningowej.

Mi udało się to bezboleśnie. Do Kenii wziąłem sprzęt do biegania z myślą o jakichś lekkich truchcikach na plaży, ale nie zrobiłem nawet tego. Wszystko to, żeby nie powtórzyć błędu z zeszłego roku. Wtedy „podkręcony” dobrym wynikiem w jesiennym maratonie chciałem z marszu niemalże wejść na kolejny szczebel. Zacząłem trening już tydzień po maratonie i stopniowo zwiększałem obciążenia tak, że w lutym byłem już mocno przemęczony, w marcu osiągnąłem szczyt formy, a w kwietniu już nie istniałem. Dlatego m.in. maraton w maju w Gdańsku wyszedł jak wyszedł czyli był regres formy. Teraz wziąłem długi urlop i mam zamiar wchodzić w trening bardzo stopniowo by trafić z formą w optymalny czas.

Wróciłem z wojaży wypoczęty i zdeterminowany. Waga +3 kg czyli nie ma dramatu. W pierwszych 2 miesiącach treningu chcę mocny akcent postawić na siłownię. Trochę treningu funkcjonalnego, trochę zajęć grupowych BodyPump, które bardzo lubię. I duuużo rozciągania. Uważam, że mam sporo do poprawienia w tej kwestii. Chcę zwiększyć zakres ruchu, uelastycznić mięśnie by uzyskać efekt większego luzu podczas biegu. Sam plan treningowy pozostawiam trenerowi, ale jak go znam pewnie będziemy powoli wchodzić w obciążenia i bazować w pierwszej fazie na zabawach biegowych i stopniowo wydłużanych podbiegach.

Czy mam jakieś konkretne cele na wiosnę? Łatwo sie spekuluje, trudniej będzie to zrobić, ale wierzę że jeśli trening odpali i trafię z formą we właściwy czas jest możliwy maraton po 3:50/km co dałoby wynik w granicach 2:42. Aby to osiągnąć po drodze trzeba by polecieć półmaraton  w okolicach 1:16, a dychę co najmniej w 34:30. Czy się uda? Zobaczymy! Jest motywacja by to zrobić!

dsc05560 dsc05245Poznań Maraton 2016 – My Precious…

fullsizerender1 dsc08857 Malta – La Valetta i wyspa Gozo

dsc09048 dsc09158dsc09089Kenia Safari i zdjęcie z „Masajem” kasującym $ za wstęp do wioski

img_5647 img_5632Plażing…