CZAS NA…MEZOMARATON! :) 5 dni do Poznań Maraton 2017

No to nadchodzi czas próby! Za pięć dni biegnę na trasie poznańskiego maratonu sprawdzić się na dystansie… półmaratonu. Stąd moja samozwańcza nazwa zawodów. Nie wyobrażałem sobie, żeby zabrakło mnie na starcie maratonu w moim ukochanym mieście, gdzie debiutowałem w 2002 roku (czas 3:54) i gdzie uzyskałem najlepszy dotychczasowy wynik w maratonie w 2016 (2:48). W tym roku maraton biegnę jednak w Walencji 19 listopada, więc w Poznaniu atakuję „połówkę” Jakie nastroje przed startem? W jaki wynik celuję?

Lubię planować i jestem w tym niezły 🙂 ale biorąc pod uwagę doświadczenie jakie zabrałem w ostatnich 2 latach biegania zdecydowanie oddzielam „chciejstwa” od realnych szans. Mentalnie każdego dnia jestem gotowy na Dwa30. I choć jestem fanem siły psychologii w sporcie nie oszukujmy się – forma jest, albo jej nie ma i głową możesz co najwyżej urwać w półmaratonie minutę czy dwie. Jeśli warunki pogodowe są sprzyjające reszta to bezwzględna weryfikacja aktualnej dyspozycji.

Swoją obecną formę uważam za stabilną z tendencją wzrostową. Uważam, że stać mnie na wynik w okolicach życiówki (1:18:54) a przy sprzyjających okolicznościach mogę zawalczyć o wynik w przedziale 1:17-18. Start w Poznaniu to stacja pośrednia w drodze do maratonu i nie będę w pełni „świeży” Odpuszczam trening tylko trochę, w czwartek jeszcze planuję lekką siłę biegową. Przygotowania ostatnich tygodni też były nastawione na dystans maratonu. Mam nadzieję, że nie „ugotuję” się na wyższych prędkościach w okolicach 3:40-45.

Co mi sprzyja? Na pewno miejsce. Poznań – wspaniali kibice jak również presja, która powinna mobilizować, a nie paraliżować. Lubię walczyć na trasie pełnej kibiców i biegaczy. Jeśli dobrze pójdzie powinienem też zabrać się z jakąś grupą, a w niej zawsze raźniej i łatwiej. Profil trasy do 21,1km też sprzyja. Na Hetmańskiej między 10-12km jest spory zbieg, a podbieg na Św. Wawrzyńca, znajdujący się po 30km mnie już nie będzie dotyczył. Ruszam zatem tempem 3:45/km i po 5km oceniam co dalej. Jeśli się uda przyspieszam do 3:40/km i walczę do „mezomety”. Cieszę się, że w końcu lecę na maksa, w trupa. Choć wiem, że będzie bolało dawno nie cisnąłem na trasie do upadłego i jestem głodny walki.

W biegłym tygodniu zrobiłem następującą biegową robotę, która utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem przygotowany na sprawdzian na dobrą 4. Życzę udanych zawodów wszystkim biegaczom i kibicom.

PONIEDZIAŁEK 2.10 (WOLNE)

Dzień na regenerację. Czułem niedzielne 30km dosyć mocno w kościach. Wieczorem wybrałem się na Termy Maltańskie na saunę. 3 sesje z przerwami na lodowate kąpiele i odpoczynek – czuję się po tym wyśmienicie i zasypiam jak dziecko.

WTOREK 3.10 (12km Spokojnie + stretching + ABS)

Rozbieganie po 4:49/km ze słuchawkami na uszach i totalnym luzem. Potem szybki prysznic i zajęcia grupowe w Fabryce Formy – trochę ćwiczeń rozciągających i wzmacniających mięśnie brzucha. Wszystko leniwie i spokojnie.

ŚRODA 4.10 (2km Spok + 4 x 3km po 3:45/km p.5’)

Pierwszy ważny akcent tego tygodnia. Wstałem wcześnie i motywacyjnie obejrzałem sobie film Gun Runners. Godny polecenia obraz dokumentalny opisujący kilka lat z życia dwóch biegaczy kenijskich, którzy zamienili karabiny na buty do biegania. Porzucili życie partyzantów, mieszkających w buszu i parających się kradzieżą bydła i rozpoczęli ciężki trening. Jeden z nich po kilku latach doszedł do 4 miejsca w maratonie nowojorskim w 2013 roku. Z ciekawostek wyszukałem, że biegł nawet kiedyś w Polsce w poznańskim półmaratonie w 2010 i był drugi…  Ale wracając do mojego akcentu… 🙂

Planowałem pobiec na bieżni lekkoatletycznej, ale była zajęta – jakieś zawody… Odcinki biegałem więc wokół jeziora Rusałka. Podłoże leśne, lekki przełaj. Zacząłem nieco za mocno. Pierwszy odcinek 3km po 3:41 i tętno najwyżej na treningu. Poniosło mnie i już do końca treningu nie czułem lekkości. Była walka, ale tempa zadowalające. Drugie i trzecie 3km po 3:47. Ostatni nieco dociśnięty po 3:43. Po treningu zadowolenie. Wystawiłbym sobie za tą jednostkę treningową uczciwą 4+

CZWARTEK 5.10 (Siła Biegowa z Marcinem Fehlau’em)

Od rana trening na siłowni – krótko 45min, ale intensywnie. Trening stacyjny – kilkanaście ćwiczeń w sekwencji 60s. pracy – 15s. odpoczynku powtórzone x 2.

PIĄTEK 6.10 (12km Spokojnie)

Rozbieganie po 4:46/km ze słuchawkami na uszach. Luźno, wolno z respektem dla czekającej mnie ciężkiej soboty.

SOBOTA 7.10 (10km po 4:15/km + 10km po 4:05 + 5km po 3:55)

Wstałem bardzo wcześnie o 5:30. Ruszyłem o 7.00 nad poznańską Maltą. Wybrałem asfalt, żeby było nieco łatwiej niż przełajową trasą nad Rusałką, ale nie było. Chłód i momentami wietrznie. Leciałem swoje, ale druga dycha po 4:05/km nie była już komfortowa, a w perspektywie było jeszcze przyspieszenie na 3:55. 20-22km jeszcze udało się trzymać to tempo, ale na ostatnie 2km zrobiłem nawrotkę i dostałem mocnym podmuchem wiatru w twarz, co skutecznie zbiło moje tempo tego odcinka do 4:00/km. Byłem więc całościowo lekko w niedoczasie, ale akcent ogólnie zaliczony poprawnie na 4 z małym minusem.

Międzyczasy sobotniego biegu.

Podsumowując środę i sobotę powiedziałbym, że jest nadzieja na życiówkę w półmaratonie, ale mam też dużo pokory i wiem, że jak np. będzie niesprzyjająca aura może być ciężko.

Resztę dnia spędziłem na warsztatach stretchingowo-mindfullnessowych, gdzie praktykowałem chociażby seanse uważności, skupiania się na oddechu czy relaksacyjne techniki – skanowanie ciała itp. Było ciekawie… 🙂

NIEDZIELA 8.10 (12km Spok)

Moje kilometry rozbiegałem na raty w Ostromecku pod Bydgoszczą, gdzie graliśmy koncert. Rozgrzewka w parku pięknego kompleksu pałacowego, potem 7.5km w ramach zawodów na trasie Dąbrowa Chełmińska – Ostromecko i jeszcze po biegu dokręcone 2km w parku. Całość średnio po ok 4:39/km. Potem sympatyczny koncert plenerowy z przygodami. Pod koniec wysiadł prąd więc… pośpiewaliśmy z publiką accapella POLSKA BIAŁO-CZERWONI jako, że właśnie zaczynał się mecz Polska-Czarnogóra. Na szczęście prąd po kilku minutach powrócił i dokończyliśmy granie. Było chłodno, ale Ci co byli bawili się z nami bardzo dobrze! To był raczej ostatni tegoroczny koncert w plenerze.

Ostromecko – ciśniesz ostro-Mezko!

Koncert z medalem na szyi – specjalność zakładu! 🙂

 

 

MINĘŁY 3 LATA TRENINGU! 2 tygodnie do POZNAŃ (pół) MARATON 2017 – 7 tygodni do WALENCJA MARATON 2017

Z początkiem października obchodzę mały jubileusz trzech lat treningu. Przypominam, że nie znaczy to, że wcześniej wcale nie biegałem. Przeciwnie – miałem już nawet zaliczony maraton w przyzwoitym czasie 3h 23min. Ale to było bieganie czysto rekreacyjne.

1 października 2014 zacząłem konkretny trening jako ambitny amator z celem złamania 3 godzin w maratonie. Zaczęła się przygoda, która nieoczekiwanie dla mnie trwa do dziś…

Garść statystyk:

1 rok biegania – 2821km

2 rok – 3737km

3 rok – 3650km

Kilometraż w ciągu ostatniego roku zmalał? Aż sam się zdziwiłem robiąc podsumowanie. Tak jak zdaję sobie sprawę, że bardziej niż ilość liczy się jakość, tak myślę, że w zwiększeniu objętości treningowej mam jeszcze spory  „potencjał wzrostu” Zazwyczaj trenowałem 5-6 razy w tygodniu. Zdarzyło mi się raptem kilka dni i to tylko podczas obozu, kiedy trenowałem 2 razy dziennie. Dla wielu ambitnych amatorów to chleb powszedni i jeśli będzie to miało sens treningowy mam zamiar też zwiększać liczbę jednostek treningowych wraz z kilometrażem.

A miniony tydzień upłynął mi stabilnie i poprawnie. 6 treningów biegowych – 2 razy siłownia – 96km na liczniku. W konkretnie wyglądało to tak:

PONIEDZIAŁEK 25.09 (Gimnastyka Siłowa – 45min.)

Dzień głównie przeznaczony na odpoczynek po niedzielnej 30-tce. Wieczorem oglądając Fakty+Wiadomości zrobiłem zestaw ćwiczeń wzmacniających i porozciągałem się trochę.

WTOREK 26.09 (12km Spok.)

Rozbieganie podczas którego czułem się zaskakująco dobrze. Noga lekka, tempo po 4:30/km.

Wieczorem jeszcze trochę się rozciągałem i rolowałem.

ŚRODA 27.09 (14km po 4:00/km)

Bardzo pozytywny akcent. Tempo 4:00/km choć wymagające było dla mnie całkiem do zniesienia. Cały czas miałem rezerwę i kontrolę. Tętno wyszło dosyć wysokie 165 BPM, ale trochę wariował mi pulsometr na początku. Realnie myślę, że co najmniej 2 BPM niższe 🙂

CZWARTEK 28.09 (Siła Biegowa z Marcinem Fehlau’em + 12km Spok.)

Wcześnie rano tradycyjny trening na siłowni z Marcinem. Mniej intensywny niż przed tygodniem, ale uczciwie wykonany. Wieczorem 2 rundki wokół jeziora Malta po 4:40/km.

PIĄTEK 29.09 (8km Spok. + 15 X 200m – podbiegi)

Luźne 8km po ok 4:50/km a później podbiegi pod domem. 200m średnio po 40s. Pies, który leciał ze mną wzdłuż płotu po treningu zajechany kompletnie. Ja czułem się dobrze 🙂

SOBOTA 30.09 (12km Spok.)

Rozbieganie po 4:44/km. Myślami byłem już przy niedzieli.

NIEDZIELA 01.10 (30km po 4:15/km)

Subiektywnie leciało mi się gorzej niż przed tygodniem. Od rana nie naładowałem się motywacyjnie, bo nie oglądałem żadnego maratonu… 🙂 Od początku coś mi nie pasowało. A to spadający z ramienia telefon z GPS, a to tłok na ścieżkach i wpadający na mnie rowerzyści, a to brak frotki i pot zalewający oczy, a to muszki, a to zacinający się zamek przy spodenkach, gdy chciałem sięgnąć po żel… Do 15km biegło mi się źle, tempo wynosiło ok 4:17/km, a ja czułem, że oddech mam głębszy niż powinienem. Potem jednak nieoczekiwanie złapałem rytm, przyszedł spokój i trans, a ja czując się coraz lepiej nieznacznie przyspieszyłem. Zakończyłem docelowym tempem 4:15/km i sprawdziwszy śr. tętno zdziwiłem się, że było 3 BPM niższe niż przed tygodniem. Wieczorem nogi obolałe, ale przy 30km to normalne.

 

TYDZIEŃ DŁUGICH WYBIEGAŃ – 3 tygodnie do POZNAŃ (pół) MARATON 2017 – 8 tygodni do WALENCJA MARATON 2017

Miniony tydzień mogę nazwać niemal idealnym treningowo. Planowo wykonałem wszystkie biegi, dobrze spałem, zdrowo jadłem. Zabrakło tylko nieco regeneracji aktywnej (basen, sauna) i zdecydowanie rozciągania i rolowania. Kilometraż za to bardzo okazały – 112. Głównie dzięki dwóm długim wybiaganiom: w poniedziałek (28km) i niedzielę (30km) Fundamenty formy robią się solidne. Czuję się coraz lepiej i co ważne udaje mi się zachować względną świeżość, mimo już mocnych obciążeń.

PONIEDZIAŁEK 18.09. (28km po 4:15/km)

Długie wybieganie przeniesione z niedzieli ze względu na zmęczenie tenisowo-koncertowym weekendem. Czułem się bardzo dobrze. Oddechowo pełna kontrola i tylko narastające zmęczenie mięśniowe odczuwalne już dosyć mocno po 20km. Wszystko wokół jeziora Rusałka. Trasa płaska z jednym delikatnym podbiegiem.

WTOREK 19.09 (12km spokojnie)

Wolno po 4:53/km ze słuchawkami na uszach. Tylko byle uzbierać kilometry. Nogi nieco zmęczone długim wybieganiem, ale bez tragedii.

ŚRODA 20.09 (8km spokojnie + 12 x 250 – podbiegi)

8km spokojnego biegu dziwnie zamulone. Obawiałem się, że podbiegi pójdą słabo, ale z każdym kolejnym nogi coraz bardziej puszczały i leciało mi się swobodnie, choć trening był intensywny i poczułem to szczególnie oddechowo na końcówkach odcinków. Podbiegi dosyć strome w okolicy mojego domu. Odcinki po 250m od 55-48 sek. – coraz szybciej.

CZWARTEK 21.09 (Siła biegowa z trenerem Marcinem Fehlau’em)

Solidnie zrobione stacje. Kilkanaście ćwiczeń m.in. półprzysiady ze sztangą, wskoki na skrzynie, przysiady ze sztangielkami na stepie, balans na BOSU, pompki z przyciąganiem nóg do klatki na TRX, pajacyki, skipy itp. w wersji 60 sekund pracy, 15 sekund odpoczynku. Dwie takie serie z przerwą 5 minut. Mocno dały w kość.

PIĄTEK 22.09 (2km Spok + 10 x 3’ interwał – przerwa 2’ + 2km Spok)

Ostatnio raczej biegałem dłużej, ale wolniej i te interwałki mocno mnie rozruszały. Intensywność 3-min. odcinków miałem ustaloną na wyczucie na 85% mocy. Leciałem w lesie, w urozmaiconym terenie i tempo śr. interwałów wahało się od 3:50-25/km. Czułem jeszcze w mięśniach wczorajszą siłę biegową, a po treningu musiałem się na godzinkę położyć… 🙂

SOBOTA 23.09 (12km Spok)

Bardzo wolne rozbieganie po 4:54/km. Mimo to wcale nie było super komfortowo. Czułem mocne zamulenie czwartkową siłą i piątkowymi interwałami. Wróciłem do domu pełen obaw o zaplanowane niedzielne 30km.

NIEDZIELA 24.09 (30km po 4:15/km)

Wyspałem się (ok 9h), obejrzałem relację z maratonów w Berlinie i Warszawie i mentalnie roznosiła mnie energia! O dziwo od początku biegło mi się luźno i komfortowo na prędkości 4:15/km. Po 18km a potem ok 24km miałem jakieś drobne kryzysiki, ale ogólnie pełna kontrola cały czas. W trakcie zjadłem 2 żele (10 i 20km) i 2 razy popijałem wcześniej rozstawioną na trasie wodą (wyszło prawie 8 okrążeń Rusałki) Tętna nie sprawdzałem na bieżąco. Dopiero po treningu. Wyszło śr. 155 uderzeń na minutę. Tylko w końcówce wyszedłem lekko „z tlenu”. Po treningu dobre samopoczucie, choć już nie wychodziłem „na miasto” 🙂

 Rozciąganie – nad tym muszę popracować

Wykres tętną 30km biegu w niedzielę w tempie 4:15/km

Co czwartek Siła Biegowa w Fabryce Formy w Marcinem Fehlau’em

 

BIEGACZ Z RAKIETĄ – 9 tygodni do Walencja Maraton 2017

PODZIEDZIAŁEK (11.09)

Nadal w nogach miałem niedzielne 25km w łódźkim półmaratonie, więc wieczorem zrobiłem tylko szybką gimnastykę siłową wg Skarżyńskiego z elementami autorskimi czyli pompki, podciąganie na drążku, różne planki, ćwiczenia na brzuch. W sumie dynamicznie i sprawnie – ok 40min.

WTOREK (12.09)

Luźne rozbieganie – 12km po 4:37/km – nogi w coraz lepszym stanie.

ŚRODA (13.09)

Akcent, który bardzo mnie ucieszył. 8km po 4:00/km + przerwa 5’ trucht + 8km po 4:00/km.

Tempo 15km/h było dla mnie komfortowo trudne czyli tak jak być powinno. Gdyby trzeba było mógłby tak lecieć jeszcze całkiem długo. Mocny zastrzyk pozytywnej energii, bo to moje „życiówkowo” tempo maratońskie, a biegane w lesie bez specjalnej świeżości. Dobre samopoczucie po treningu. Po południu masaż u Krzycha Śmichurskiego (fizjoterapiabiagacza.pl) Dla odmiany Krzuchu rozmasował mi plecy (odcinek lędźwiowy) i mimo, że nie bolały mnie wcześniej czułem, że są pospinane dosyć mocno. Pamiętajcie, że bieganie nadwyręża nie tylko nogi!

CZWARTEK (14.09)

Trening siły biegowej z trenerem Marcinem Fehlau’em w Fabryce Formy. 4 ćwiczenia wytrzymałości siłowej wykonywane w sekwencji 4 x 30sek. pracy + 5sek. odpoczynku. Potem porządne, bardzo techniczne przysiady ze sztangą 3 serie po 6 powtórzeń z coraz większym ciężarem. Trochę brzucha, wskoki na skrzynie, balans na BOSU itp. Wieczorem sauna na Termach Maltańskich.

PIĄTEK (15.09)

Cały dzień na kortach w Szczecinie na turnieju artystów. 3 wygrane grupowe mecze kolejno z Leszkiem Malinowskim 6/2, Robertem Janowskim 6/0 i Grzegorzem Poloczkiem 6/4. W tenisa w tym roku poza dwoma turniejami, nie grałem niemal wcale nad czym ubolewam, toteż nie spodziewałem się cudów. Zdecydowałem się jednak grać odważnie i z każdym meczem się rozkręcałem. Tego dnia w biegowym planie miałem 18km spokojnie + 10 x 300m (podbiegi). Ze względu na mecze tenisowe zrobiłem tylko wieczorem 12km spokojnego biegu ulicami Szczecina.

SOBOTA (16.09)

Mecz ćwierćfinałowy turnieju z Radkiem Bieleckim (kabaret Neo-Nówka) wygrany 6/0 i półfinał z Tomkiem Jachimkiem wygrany 6/4 6/2. Oba mecze wyszły mi znakomicie, szczególnie ten z Tomkiem. Wiedziałem, że jeśli tak zagram w finale będzie zwycięstwo. Zaraz po półfinale w auto i ponad 200km na występ do Chodzieży, gdzie zupełnie niespodziewanie zagraliśmy jeden z lepszych koncertów w sezonie. Niewątpliwie miałem dobry humor po wygranych meczach i to było jednym z powodów, ale też publika zrobiła swoje. Dużo młodzieży, głośny doping – było rewelacyjnie! Zaraz po koncercie, autografach i zdjęciach powrót do Szczecina… W planie biegowym było 12km spokojnie – z pełną odpowiedzialnością zdecydowałem się to odpuścić.

NIEDZIELA (17.09)

Finał turnieju z Grzegorzem Poloczkiem na korcie centralnym szczecińskich kortów. Grałem tu już 3 finał, ale dla mnie nadal takie mecze to duże przeżycie. Zaraz po nas w samo południe na tym samym korcie zagrali zawodowcy – wirtuozi tenisa, z ostatecznym zwycięzcą imprezy – Francuzem – Richardem Gasquetem. Nasz mecz stał na nieco słabszym poziomie 😉 ale był całkiem otwarty i nie brakowało w nim ataków do siatki i solidnych wymian. Wygrałem 6/2 6/3, a cały mecz można obejrzeć na yt 😉 https://www.youtube.com/watch?v=lqYWNkDO1K8&feature=youtu.be

W planie biegowym było długie wybieganie i nawet przeszło mi przez myśl, żeby je zrobić gdy po 17 wróciłem do Poznania, ale po konsultacji z trenerem, zdecydowałem się przełożyć je na poniedziałek rano. Wieczorem byłem już bardzo zmęczony i… zadowolony!

PODSUMOWANIE:

Tydzień biegowo zakłócony przez turniej tenisa. Wykonałem tylko 3 treningi biegowe zamiast 5. Dodatkowo 1 trening siły biegowej i 1 gimnastyka siłowa. Kilometraż 41 zamiast 93 (wypadło długie wybieganie 28km i trening w podbiegami 18km Spok + 10 x 300) Czyli wypadło dużo… Ale po pierwsze to był ostatni raz 🙂 a po drugie wciąż mam wielką słabość do tenisa, kocham ten sport, a zaszczyt grania przy imprezie Pekao Szczecin Open to dla mnie duża rzecz. Do maratonu zostało 9 tygodni. Czas skupić się na treningu już tylko i wyłącznie biegowym!

POŚWIĘCENIE – DROGA PRZEZ POZNAŃ DO WALENCJI

„Aby zyskać całkowitą wolność

Trzeba stać się niewolnikiem określonego zbioru praw” Cycero

POŚWIĘCENIE – teledysk – https://www.youtube.com/watch?v=FCLsEPo0pi4

Czym jest dla mnie – ambitnego biegacza-amatora POŚWIĘCENIE? To wcale nie jakaś przykra konieczność! To po prostu realne uświadomienie sobie, że mamy swoje ograniczenia, określoną ilość energii, zasobów i możemy je spożytkować w określony sposób zawsze płacąc za cenę sukcesu w jakieś dziedzinie utratą czegoś w innym obszarze. POŚWIĘCENIE to dla mnie wewnętrzny nakaz, który mówi, że nie możesz mieć wszystkiego (choć świat codziennie krzyczy do Ciebie, że możesz!) ale jeśli skupisz się na czymś co uważasz za wartościowe i sensowne i będziesz działać z zaangażowaniem, masz duże szanse na sukces.

3 lata temu rozpocząłem systematyczny, przemyślany trening biegowy i dziś mam z tego wielką satysfakcję. Po pierwsze poznałem wielu fantastycznych i wartościowych ludzi o podobnych zainteresowaniach. Zszedłem z czasem w maratonie z 3h23min. do 2h48min. i wciąż jestem głodny życiówek, mimo, że po drodze nie brakowało kryzysów i rozczarowań, na czele z tym, że 2h30min. to wynik zupełnie nieosiągalny w najbliższej przyszłości, a pierwotnie celowałem w niego do końca roku 2017.

Jestem jednak zadowolony z siebie, bo podpisałem z samym sobą kontrakt, że niezależnie od tego jaki będzie progres, będę się cały czas starał, ciężko i mądrze trenował i to mi się udaje. Bieganie nauczyło mnie cierpliwości, pokory i konsekwencji, które przydają mi się bardzo w życiu. Moje „małe” poświęcenie jest niczym w porównaniu z zawodowcami stawiającymi wszystko na jedną kartę. Ja cały czas działam aktywnie muzycznie. Z tego się utrzymuję i mam nadal wielką frajdę z występowania na scenie, choć czuję się już artystą w dużym stopniu spełnionym. W bieganiu mam jeszcze coś do udowodnienia niedowiarkom i sobie, choć wiem, że moje predyspozycje wytrzymałościowe są co najwyżej przeciętne. Szczerze, myślałem, że jestem większym talentem i nie będę musiał się tak „poświęcać” dla życiówek 🙂

Premiera teledysku POŚWIĘCENIE to dla mnie dobra okazja do zaproszenia Was do prześledzenia ostatnich 10 tygodni przygotowań do docelowego jesiennego maratonu w Walencji (19.11) z przystankiem na ważny sprawdzian podczas maratonu w Poznaniu (15.10) Na blogu będę zamieszczał co tydzień relacje z przygotowań bardziej szczegółowo niż dotychczas. Będziecie mogli zajrzeć bardziej konkretnie co robię, jak i dlaczego oraz prześledzić jak to znoszę fizycznie i psychicznie. Niebawem kończy mi się sezon koncertowy i zamierzam POŚWIĘCIĆ się bieganiu do czasu jesiennego sprawdzianu na królewskim dystansie. Przede mną 10 tygodni ciężkiej biegowej pracy na pełnej zajawce! Ku rekordom! Bez napinki! C’mon!

 

PODSUMOWANIE WAKACJI i PLANY STARTOWE NA JESIEŃ 2017

Jak zwykle podczas wakacji intensywnie pracowałem i aktywnie wypoczywałem. 11 zagranych koncertów, 610 przebiegniętych kilometrów (lipiec 248 + sierpień 362) 2 tygodnie spędziłem na biegowym wakacjo-obozie w Livigno i St. Moritz, nagrałem w Szklarskiej Porębie teledysk do numeru POŚWIĘCENIE (premiera w połowie września) Sezon koncertowy dobiega końca, jestem gotowy przełożyć zwrotnicę na biegowe tory jako priorytet najbliższych 2 miesięcy!

W lipcu zaliczyłem jeden ważny start, który okazał się dla mnie rozczarowaniem. Maniacka Nocna Piątka, gdzie chciałem zbliżyć się do życiówki (17:29) tylko w 17:56. Trzymałem się do 3km po 3:35/km i zamierzałem przyspieszyć. Niestety zwolniłem… Zabrakło błysku, walki do upadłego, mimo, że w tym czasie byłem wypoczęty i zregenerowany. To było lipcowe niepowodzenie.

Od tego czasu zaczęliśmy wydłużać dystans, skupiając się na pracy nad wytrzymałością. W miesiąc z okładem zaliczyłem treningowo 4 półmaratony. Ruda Śląska (29.07), Aleksandrów Łódzki (16.08), Jakuszyce (26.08), Piła (03.09). Wszystko bardziej na tętno niż tempo starając się nie przekraczać 160 BPM. Czyli wszystko… W TLENIE. Szczególnie zapamiętam bieg na Polanie Jakuszyckiej. Letni Bieg Piastów to był mój debiut w górskim biegu i choć trasa była relatywnie łatwa, stromy, leśny odcinek między 12-15km zostawił swój ślad w moich udach do dziś.

Pierwszą połowę sierpnia spędziłem w Alpach, robiąc spory kilometraż (1 tydzień – 117km i 2 tydzień 113km) we włoskim Livigno i szwajcarskim St. Moritz. Bieganie na poziomie 1800 n.p.m. jest wyzwaniem dla organizmu, ale okoliczności przyrody rekompensują wszelkie niedogodności. Na miejscu spotkałem się z liczną ekipą Fehlau Run Team i 2 długie, wymagające treningi w 2 zakresie, zrobiliśmy wspólnie. Przez cały czas obozu czułem się bardzo dobrze, zero przemęczenia i oznak przetrenowania. Skupiałem się tylko na bieganiu i wypoczynku. Doskonałe wakacje.

Pochwalę się także, że zaliczyłem piękną passę 44 dni bez alkoholu. W lipcu i sierpniu z pewnością nigdy za czasów pełnoletniości mi się to nie zdarzyło. Złamałem się dopiero na powitalnym bankiecie na tenisowym turnieju artystów w Jaworzu. W otoczeniu sportowców potrafię nie pić, wśród artystów to niewykonalne. Zbyt duża presja :). W turnieju swoją drogą zająłem 3 miejsce przez 6 dni odpoczywając od biegania zupełnie.

Druga połowa sierpnia do sporo koncertowania i 2 dni kręcenia teledysku w Szklarskiej Porębie. Z premierą POŚWIĘCENIA wiążę duże nadzieje, ponieważ nakręciliśmy naprawdę piękne zdjęcia na szczycie Szrenicy, stadionie lekkoatletycznym czy słynnym zakręcie śmierci. Myślę, że Szklarską będę także regularnie odwiedzał podczas przygotowań do ważnych zawodów.

Wraz z początkiem września mijają 3 miesiące odkąd trenuję z Marcinem Fehlau’em. Cały czas się poznajemy i docieramy, ale treningowo na pewno jest do dla mnie spora zmiana. Trenuję inaczej, większą uwagę skupiam na pracy nad wytrzymałością, biegam mimo to relatywnie mało jeśli chodzi o kilometraż. Dużą nowością są dla mnie treningi siły biegowej na sali. Cieszę się, że robię ćwiczenia specyficzne przeznaczone dla biegaczy. Nie dźwigam dużych obciążeń, tylko ćwiczę siłową wytrzymałość (mały ciężar – długa praca) Liczę, że te treningi zaowocują w przyszłości. Czego mi trochę brakuję i myślę, że Marcin się nie obrazi z tego powodu, to trochę komunikatywności i więcej informacji zwrotnej. Być może brakuję mi tego, ponieważ z moim poprzednim trenerem Marcinem Nagórkiem potrafiliśmy godzinami omawiać poszczególne starty, analizować wszystko bardzo szczegółowo. W Fehlau Teamie dostaję bardziej wojskowe wytyczne. Oto plan – wykonać! Przyzwyczaiłem się już trochę do tego surowego stylu i robię swoje jak potrafię!

Na koniec najważniejsze – co dalej? Kiedy i gdzie startuję tej jesieni docelowo? Pewnie trochę Was zaskoczę, ale zdecydowaliśmy się z trenerem wydłużyć mi nieco sezon i spokojnie przygotować się pod docelowy start w maratonie… 19 listopada w Walencji. Dlaczego Walencja? To, że słoneczna Hiszpania i piękne miasto nie jest bez znaczenia, ale głównym powodem jest optymalny dla mnie termin i szybka trasa. Do połowy września mam nadal sporo wyjazdów, koncertów. Październik za to będę miał luźniejszy i chcę się wtedy skupić na przygotowaniu, najcięższych treningach i regeneracji między nimi. Jako lokalny patriota nie widzę jednak możliwości, żebym nie pojawił się 15 października na poznańskim maratonie, dlatego zdecydowaliśmy, że tego dnia zrobię sprawdzian na dystansie połówki. Zejdę z trasy na 21, 095km, ale do tego miejsca będę cisnął maksa i na 5 tygodni przed maratonem w Walencji będę miał pojęcie, gdzie jestem i na co mogę liczyć. A dziś moje „chciejstwo” i „plany teoretyczne” to minimum życiówka czyli 2:48 (tempo po 4:00/km), maksimum 2:42 (tempo po 3:50/km) A może prawda leży pośrodku? (2:45 – tempo 3:55/km) W każdym razie nie składam broni. Walczę do końca roku o jak najlepszy wynik w maratonie, a potem zastanowię się co dalej?! Vamos!

Szwajcarskie Alpy

Spoglądając z nadzieją w przyszłość! 🙂

Gościnna Norweska Dolina w Szklarskiej Porębie

 Nowy Tomyśl 19.08 – jeden z lepszych koncertów tego sezonu

Praca zespołowa w Fehlau Run Team

 Page 2 of 10 « 1  2  3  4  5 » ...  Last »