(OBY NIE) PRZEMINĘŁO Z WIATREM

Jacek_CT_7_03

Biegnę w strefie dyskomfortu. 2-minutowy interwał. Tempo ok. 3:40. Zacięta mordka. Leśna ścieżka. Biegnę. Jest ciężko. Mam katar i czarne myśli w głowie. Nie tyle po co mi to bieganie, bo lubię biegać, ale po co tak szybko! „Żeś se wymyślił maraton poniżej 3h! Jak to pięknie zaplanować! A teraz masz! Leć na złamanie karku!”  Z naprzeciwka nadbiega postać. Biegnie spokojnym tempem, zazdroszczę mu. Uśmiecha się i dosyć intensywnie wpatruje. Ja się nie uśmiecham, bo jest mi nie do śmiechu.  Daje kurtuazyjne biegowe pozdrowienie ,ale nie znam gościa więc spuszczam wzrok i lecę dalej! Po chwili słyszę tylko zza siebie „Dajesz MEZO!!! Trójka musi być złamana!!! Dajesz!” Miło. Lecę dalej w nieco lepszym humorze.

A wiec wszyscy już wiedzą. No tak, trudno się dziwić. Dałeś wywiad do RUN TIMES`a, wsadziłeś uśmiechniętą facjatę na okładkę ogólnopolskiego magazynu biegowego, gadasz o tym gdzie popadnie więc kto ma wiedzieć ten wie!

Czując tę presję wyjawię Wam stan swego ducha na 38 dni przed atakiem na 3h w maratonie. Tak będę walczył i trzymał tempo na 3h, choćby zabawa miała zakończyć się na 30 czy 35 km. Niestety nadal nie zaprzyjaźniłem się z wymaganym średnim tempem 4:15. Niezbyt się lubimy, unikamy wręcz i nie wiem czy wytrzymamy ze sobą aż 2 godziny i 59 minut.

Są też pozytywy. Naprawdę przepracowałem 6 miesięcy. 3 miesiące regularnie 4 treningi tygodniowo, od stycznia 5 jednostek. Nie zabijam kilometrażem. To filozofia treningu mojego meilowego coacha Marcina Nagórka, którą świetnie rozumiem. Najpierw mocny fundament formy, który sprawił, że stałem się lepszy biegaczem uniwersalnym, potem zaledwie 10-12 tygodni treningu z mocnymi akcentami maratońskimi i koniecznie odpowiednie dni odpoczynku na regenerację. Z tą regeneracją mam pewien problem. Wszystko przez tenisa, którego wciskam w mój grafik biegowy kiedy tylko mogę i potem nieraz brakuje świeżości jak np. na MANIACKIEJ na 10km, przed którą łapałem świeżość tocząc piątkowy dwugodzinny bój na korcie.  Za to pięknie regeneruje się podczas snu. Zawsze miałem wyrzuty sumienia, że za długo śpię. A teraz  śpię w najlepsze po 9 godzin. W końcu to element treningu… 🙂

Czasy na ostatnich sprawdzianach na 5km (CITY TRAIL – przełaj – 18:42) i 10km (MANIACKA – 38:37) Obie życiówki, ale to raczej oczywiste w końcu robię formę życia 🙂 Oba wyniki wpisują się w podobny współczynnik VDOT wg Danielsa czyli są jakby sobie równe i odpowiadają wynikowi 2:59 w maratonie. Niby fajnie gdyby nie to, że wg tego samego współczynnika mój zeszłoroczny poznański półmaraton (1h29m) powinien się przełożyć na 3h05m w maratonie a przełożył się na 3h23m. Czyli maraton to nieco inna bajka i tego skoku w nieznane się obawiam. Z drugiej strony jestem znacznie lepiej przygotowany w tym roku pod względem długich wybiegań, więc jest nadzieja. Przede mną jeszcze miesiąc treningu i 3 porządne akcenty maratońskie. Liczę też na to, że złapie świeżość, której bardzo mi brakuje obecnie.

Najbardziej boję się jednak, że te wszystkie moje dywagacje i podchody rozwieje wiosenny warszawski wiatr… Tak, tak. Nie obawiam się słońca ani wzniesień (ponoć nie ma ich na szczęście za wiele) ale wiatru w twarz! Jeśli będę w stanie powalczyć z czasem 3 godzin to z pewnością walka będzie się toczyć o sekundy do samego końca, a wiatr może być tu języczkiem u wagi. Teraz rozumiem skoczków narciarskich 🙂 Na nadzieję, że mi dobrze powieje! Tak czy owak będzie ciekawie! Aby marzenia nie przeminęły z wiatrem!