ZEPSUTY GPS i KSIĄDZ PACEMAKER NA RATUNEK czyli relacja z Poznań Maraton 2015

Stoję na starcie w tłumie ludzi. Piękny, chłodny, słoneczny, poznański poranek. Logistycznie jestem perfekcyjnie przygotowany. Czapka, rękawiczki, frotki, żele itd. Tylko GPS coś długo łapie sygnał. 60 sekund przed startem muszę pogodzić się z tym, że dziś nie odpali więc tempo  będę wyznaczał „na czuja”. Bardzo psuje mi to nastrój. W akcie desperacji pytam stojącego obok biegacza, jakim tempem zamierza biec i bo ja nie mam GPS’a i może pomoże czasem…

– 4:10 – odpowiada

– Co za fart, też chcę biec 4:10/km! Normalnie spadłeś mi z nieba! – wykrzykuję zachwycony!

– Tak, a do tego jestem…księdzem.

– Aniele Stróżu mój! Lecimy!

I tak wystartowałem w towarzystwie ks. Łukasza Tkaczyka i ponad siedmiu tysięcy biegaczy. Ksiądz okazał się świetnym kompanem. Uprzedzając fakty, tym biegiem uzyskał tytuł Mistrza Polski Księży i Kleryków. Poza tym przyznał, że bardzo lubi mój numer „Muzyka, Sport, Motywacja”. Pierwsze kilometry minęły błyskawicznie na rozmowie i łapaniu odpowiedniego rytmu. Gadaliśmy trochę zbyt dużo, więc po jakimś czasie ustaliliśmy, że warto oszczędzać siły i bardziej skupić nie na biegu.

IMGL929617km – Lecimy z księdzem Łukaszem

Czułem, że mam dobry dzień od początku. Do 10km leciałem na wielkim luzie. Potem na kilku podbiegach można było złapać lekką zadyszkę, ale właściwie do 30km czułem się jak na mocnym treningu. Zero kryzysu i jakichkolwiek problemów. 2-3 razy miałem ochotę nieco podkręcić tempo bo mieliśmy 40-50 sekund straty do zaplanowanego tempa na 4:10, ale ks. Łukasz hamował mój zapał, mówiąc, że jeszcze nie pora. Przyznałem mu rację. Na półmetku czas 1h 28min 32sek. Jeśli miało się udać zaplanowane 2:55 na mecie, drugą część trzeba było przyspieszyć. To miał być mój pierwszy w życiu maraton z tzw. negative split.

Maraton pokazał swoje prawdziwe oblicze po 36km. Byłem na to przygotowany. Szarpnąłem mocno razem z kolegą księdza Łukasza, który dołączył do nas treningowo na 26km. Zrobiliśmy kilometr w 3:54 i mnie przytkało. Czułem, że mogę przyspieszyć na tym etapie, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, ale atak był zbyt mocny. Wróciliśmy do tempa w okolicach 4:05 i zaczęła się już mordercza walka ze słabnącym ciałem i mocno wiejącym wiatrem. Do 40km nadal nie byłem pewny czy uda się zdążyć na 2h55min. Kolega księdza – Paweł (http://www.lubelskibiegacz.pl) bardzo mi pomógł na tym etapie dyktując tempo. W dużej mierze dzięki niemu udało mi się ostatnie 2km pokonać w tempie 3:55/km jednocześnie bardzo przy tym cierpiąc.

Ostatnia prosta wynagrodziła cały znój i wszystkie męki ostatnim kilometrów. Pędziłem po błękitnym dywanie przy ogłuszającym dopingu poznańskiej publiczności. Wpadłem na metę w zaplanowanym czasie 2:55:29 poprawiając na ostatnich kilometrach lokatę o ponad 30 pozycji. Zameldowałem się na 89 miejscu OPEN w jednym z największych w Polsce maratonów. Fajnie!

IMGL9839 (2)Meta!

Po biegu wymieniliśmy się z ks. Łukaszem i jego kolegą Pawłem numerami telefonów. W końcówce Łukasz nieco opadł z sił, ale złamał 3h i został najlepszym księdzem maratończykiem w Polsce. Niesamowite spotkanie na starcie, mam nadzieję, zaowocuje długoletnią znajomością. Dzień po biegu przeczytałem relacje z Mistrzostw Polski Księży i Kleryków w Maratonie. Tu akapit cytatu:

„Ks. Tkaczyk, który przebiegł już 9 maratonów, podkreśla też, że bieganie może być świetnym narzędziem ewangelizacyjnym. – Na starcie poznańskiego maratonu spotkałem rapera Mezo. Przebiegliśmy praktycznie cały dystans razem rozmawiając o wielu poważnych sprawach – przyznaje kapłan zauważając, że bieganie zbliża ludzi, a maratony w sposób szczególny. − Pękają wówczas pewne bariery i oddziaływanie na ludzi jest zdecydowanie inne – stwierdza”

Nic w życiu nie dzieje się przypadkowo – powiada mój dobry kolega. 100% racji!

Podsumowując czysto sportowy aspekt maratonu w Poznaniu – był to mój najlepszy start w życiu. Zarówno jeśli chodzi o czas jak i o samopoczucie. Walka na ostatnich kilometrach była nieunikniona, ale czułem, że jest z czego wycisnąć przyspieszenie i to napawa mnie optymizmem. Niesamowity doping kibiców sprawił natomiast, że Poznań Półmaraton w kwietniu i Poznań Maraton w październiku to będą dla mnie najważniejsze starty również w 2016. A czas będzie jeszcze lepszy. Dużo lepszy. 😉

VIDEO-RELACJA!!!

 

IMGL9035 IMGL9267 IMGL9590 IMGL10002 IMGL10007 IMGL10010Analiza biegu z moim coachem – Marcinem Nagórkiem

 

ROK W BIEGU. NADZIEJE PRZED 16. POZNAŃ MARATONEM 2015

Od października 2014 roku biegam regularnie, według ułożonego, zróżnicowanego planu. Przez rok zrobiłem 205 treningów,przebiegłem ok 2600km, co daje średnią ponad 4 treningi tygodniowo i kilometraż ok 54km/tygodniowo. W sumie na ambitnie biegającym amatorze taka statystyka nie robi wrażenia. Dodać muszę to tego średnio raz w tygodniu tenis i siłownia i wychodzi już ponad 6 aktywności tygodniowo. To był sportowo bardzo udany rok. Trening i progresja dają mi dużą satysfakcje. Nie zamierzam się zatrzymywać…
Na 3 dni przed startem w poznańskim maratonie czuje miłe podekscytowanie. Po raz 4 będę się ścigał z czasem i własnymi słabościami w rodzimym mieście. Pierwsze 2 starty w Poznaniu to partyzantka w 2002 i 2011 roku. Bez przygotowania, po nieprzespanych koncertowych nocach i bez postępu. 3:54 (2002) i 3:48 (2011) Poprawiłem się 6 minut w 9 lat… Trochę słabo 🙂 W 2013 roku „nabiegałem” życiówkę 3:36 bardziej na fali wcześniejszego przygotowania triatlonowego. Nadal tylko truchtałem. 2-3 razy w tygodniu, bez planu, po 50-60 minut.
Rok temu zdecydowałem się wrócić do treningu po 6 miesiącach zupełnej rozłąki z bieganiem. Wiedziałem, że nie jestem w stanie przebiec całego maratonu, więc tylko przebiegłem dla klimatu 20km po ulicach Poznania ciesząc się atmosferą, ludźmi, przebieżką po murawie stadionu Lecha. Schodząc z trasy na Wildzie miałem duży niedosyt, że nie ukończę zawodów jak wszyscy biegowi zapaleńcy, ale miałem już mocny plan na wiosnę 2015!
W kwietniu udało mi się złamać 3h w Orlen Warsaw Maratonie. Latem trenowałem dalej poprawiając nieco rekordy na krótszych dystansach. Mimo łącznie kilku tygodniach przerwy spowodowanej wyjazdami koncertowymi, turniejami tenisa i zagranicznymi wojażami, czuję się gotowy także w Poznaniu powalczyć o złamanie 3h, a planem maksimum jest urwanie jeszcze 5 minut i zameldowanie się na mecie w czasie 2:55.
Jestem ciekawy nowej trasy. Obawiam się podbiegu na Św. Wawrzyńca na 34-36km, ale też mam ochotę się z nim zmierzyć. Nastawiam się na wspaniałą pogodę, doskonały doping kibiców i wielkie święto biegania! Niezależnie od wyniku po kilkudniowym odpoczynku wracam do treningu. Podkręcam śrubę i lecę dalej! Wam również życzę wspaniałych sportowych wrażeń podczas zbliżającego się weekendu!

PS. Fotki z półmaratonu w Kaźmierzu (27.09.2015) – ostatniej próbie przed 16. Poznań Maratonem.

DSC_1149 DSC_1648DSC_1649