DWA30 – MOJA PORAŻKA I…SUKCES

„Zdrowie nie było czynnikiem motywującym mnie do biegania.

Nie kierowała mną chęć schudnięcia, a już na pewno nie biegałem w trosce o swoje zdrowie psychiczne.

CHCIAŁEM PO PROSTU BIEGAĆ SZYBKO. Chciałem ciągle poprawiać swoją ŻYCIÓWKĘ.” 

Alberto Salazar

Po pierwsze, bo chcę to już mieć za sobą i nie zamierzam chować głowy w piasek. Minęły 2 lata od kiedy postanowiłem powalczyć o 2:30 w maratonie. Ci którzy wątpili mieli rację. Plan okazał się zbyt ambitny. Zatrzymałem się na 2:48, ale sam wobec siebie czuję się w porządku. Trenowałem ambitnie przez cały ten okres. Na tyle było mnie stać. Co teraz?

Misja 2:30 w 2 lata inspirowana była wyczynem Bartka Olszewskiego. On tego dokonał w tak krótkim czasie jako jeden z nielicznych ludzi w Polsce. Bez przeszłości lekkoatlety w biegach długich. Fenomen. Ja nie zbliżyłem się nawet do tego wyniku, choć też nie trenowałem tak intensywnie jak Bartek. Nie dlatego, że nie miałem czasu lub chęci. Po prostu rozsypałbym się totalnie biegając po 150km tygodniowo i więcej. Moje ciało nie byłoby w stanie wytrzymać takich obciążeń. Jestem innym typem biegacza. Mimo tego trenowałem przez te 2 lata mocno, raz przypłacając to przetrenowaniem.

Hasło DWA30 będzie mi towarzyszyć zawsze w bieganiu jako marzenie, które może przy bardzo sprzyjających okolicznościach zamieni się kiedyś w realny cel. Na ten moment wydaje się to ekstremalnie trudne, ale zawsze jestem gotowy na przełom i nagły duży progres. W 2017 maraton poniżej 2:30 pobiegło tylko 24 Polaków, w większości zawodowców. Nie mam pewności czy byłbym w stanie go osiągnąć nawet gdybym rzucił wszystko inne i poświęcił się tylko bieganiu 🙂 Zbyt wiele jest ryzyk niepowodzenia po drodze. Kontuzje, przetrenowanie, niedopasowany plan treningowy, ograniczenia wiekowe i wiele innych.

 

Czy żałuję tego postanowienia sprzed 2 lat? Nie – absolutnie. Po pierwsze zrobiłem wszystko co mogłem żeby to osiągnąć. Nie udało się – owszem, ale samego siebie nie zawiodłem. Po drugie, ja po prostu lubię ambitne cele. Lubię czuć trudną misję i entuzjazm wynikający z podążania za marzeniami. 2017 nie był dla mnie łaskawy jeśli chodzi o rekordy. Wiosną zrobiłem jedyną życiówkę w poznańskim półmaratonie (1:18:54) Z perspektywy czasu „wyszarpałem” ją chyba głównie pod presją wydania tego dnia płyty pt. … ŻYCIÓWKA. Dwa tygodnie później zabrakło mi 13 sekund do życiówki w maratonie, ale wynik z Gdańska na koniec roku dał mi najwyższą dotychczasową 244 pozycję w rankingu polskich maratończyków. I znów z perspektywy czasu to był naprawdę dobry bieg, mimo, że na mecie czułem wielkie rozczarowanie.

W połowie roku mocno zaryzykowałem i zmieniłem trenera. Po 2,5 roku treningu z Marcinem Nagórkiem narosły w mojej głowie pewne wątpliwości czy nie powinienem trenować inaczej, bardziej klasycznie maratońsko. Pół roku treningu z Marcinem Fehlau’em raczej rozwiało te wątpliwości. Biegałem więcej długich treningów, choć suma kilometrów tygodniowo i miesięcznie była podobna lub niższa. Efektów nie było. W treningu nie czułem się przemęczony czy przetrenowany. Bardziej zamulony. Zatraciłem szybkość i dynamikę, nie zyskałem wytrzymałości. Tak to obiektywnie wyglądało. Maraton w Walencji w 2:57 był gwoździem do trumny. Wróciłem do Polski i wróciłem do… starego trenera.

W grudniu wznowiłem treningi i na początku czułem się fatalnie. 2 tygodnie przerwy a mnie rwie w plecach i boli kolano. Na szczęście przetrwałem ten okres i teraz z każdym tygodniem jest coraz lepiej. Ciało odpuściło i ciężko było mu przyjąć na nowo obciążenia, ale w końcu zaskoczyłem. Nowy-stary trener też odpowiednio wolno, progresywnie zwiększał obciążenia. No i to naprawdę mój przyjaciel! Przyjął syna marnotrawnego, odpowiednio mnie zmotywował i znów moje serce rozpala ambicja, entuzjazm i wiara w szybkie bieganie. Kolejną nowością i bonusem będzie dla mnie od stycznia trening uzupełniający. Szczegółów dowiecie się wkrótce, ale będzie to zupełnie nietypowy trening dla długodystansowców. Bardzo dynamiczny, budujący technikę biegową poprzez pracę nad szybkością, bardzo urozmaicony, nowatorski. Nie wiem czy ten trening „odpali” ale bardzo chcę tego spróbować i się przekonać.

Poza bazą czyli konsekwentnym realizowaniem treningu biegowego, obudową – jaką będzie trening uzupełniający, rozciąganiem, rolowaniem i regeneracją, muszę wykonać jeszcze kilka nieprzyjemnych dla mnie postanowień. Nieprzyjemnych, bo sprzecznych z moją naturą. Po pierwsze drastyczne ograniczenie alkoholu, najlepiej do wiosennego półmaratonu – do zera. Nie ma zimą zbyt wielu koncertów i imprez – jest to do zrobienia. Po drugie waga. Od 2 lat stoi w miejscu. Całe dorosłe życie ważyłem ok 70-72kg przy 170cm wzrostu. Gdy zacząłem ostry trening biegowy waga spadła do 65kg i tak zostało do dziś. Nie lubię być chudy, ale to konieczność. Chcę zjechać do 60kg w ciągu najbliższych miesięcy i zobaczyć czy to coś da. Myślę, że da dużo. 🙂 No i jeszcze dieta. Zrezygnowałem z pudełek, a właściwie pudełka zrezygnowały ze mnie i przechodzę na domową dietę swojej żony. Robert Lewandowski nie wyszedł na tym źle 🙂 Myślę, że i mi to pomoże.

Podsumowując, mam wokół siebie świetny team, który wspiera mój biegowy rozwój i co najważniejsze mam w sobie to co wg mnie liczy się najbardziej. Misję, ambicję i entuzjazm. 2018 – nadchodzę! Jeśli ominą mnie kontuzje (tfu…) powinno być dobrze! Przełamiemy niejeden opór! Powalczmy!