blogDaniec (1)

 

Turniej artystów w Pogorzelicy, rok 2011. Mecz z Marcinem Dańcem – faworytem. W zeszłym roku przegrałem z nim gładko. Od początku meczu gram agresywnie tzw. ryzyk-fizyk – nie będziemy klepać, wóz albo przewóz. I tak nieoczekiwanie wygrywam 5:1 (gramy jednego seta) Gem do zwycięstwa.

– O ty franco! – wypowiedział pieszczotliwie Marcin Daniec – komentując moje dobre kończące zagranie. Publika w śmiech. Show u Marcin Dańca trwa 24 godziny na dobę. Czułem jednak, że pod maską satyryka, kryje się niezadowolenie z własnej gry i ambicja by zmienić losy meczu.

– Mecz prawie wygrany, dwie piłki, dobrze grasz, możesz wyluzować, lekko zaryzykować, ale nie za bardzo … Dawaj – doradziłem sobie sam przy stanie 30:15 dla mnie.

Dialog wewnętrzny podczas gry w tenisa to temat na pracę naukową. Na korcie jesteśmy zawsze razem. Ja i mój niewidzialny trener, doradca i prześladowca, który siedzi w czaszce i komentuje.

Dotychczas grałem dobrze – atakowałem i przynosiło to punkty. Na poziomie amatorskim zazwyczaj dylemat brzmi: grać odważnie czy zachowawczo?  Zazwyczaj opłaca się zachowawczo, bo nie potrafimy grać wielu „winnersów” jak zawodowcy i łatwiej „wykarmić się” z błędów rywala, samemu nie ryzykując. Toteż po dwóch kolejnych przegranych gemach zrobiło się 5:3 dla mnie i postanowiłem zmienić taktykę na defensywną – po prostu przebijać i liczyć na błąd rywala. Marcin Daniec tylko na to czekał. Wymiany zaczęły być długie i monotonne. W pewnym momencie straciłem cierpliwość i zdecydowałem się na skróta. Niestety dla mnie piłka zatrzymała się na taśmie.

– Chytrus, chytrus!!! – wykrzyknął swoje klasyczne hasło Marcin.

Doskonała atmosfera. Marcin zaczyna opowiadać żarty zgromadzonej publiczności, słonko przygrzewa, a ja czuje, że zaczyna się jego przedstawienie, a moje kończy. Nerwy, nerwy i tzw. „hebel” czyli niemoc grania tego co potrafisz, spowodowana stresem i nagłym zwrotem sytuacji. Kolejne zagranie. Mój podwójny błąd serwisowy. Kolejne zagranie. Aut. I tak dalej i tak dalej…

Niemoc. 5:4, 5:5, 5:6, 5:7. Po meczu!

Psychika, psychika, psychika! W tenisie to naprawdę kluczowa sprawa. Kto w decydujących momentach potrafi zachować chłodną głowę wygrywa. Jeśli nie wierzycie zapraszam na kort, zagrajcie z kimś na podobnym poziomie do waszego i sprawdźcie co dzieje się w głowie w stresowych momentach. Tym bardziej podziw należy się choćby naszej Agnieszce Radwańskiej, która słynie z silnej psychiki, rzadko przegrywa mecze z niżej notowanymi rywalkami i często przechyla szalę zwycięstwa na swoją korzyść w bardzo trudnych momentach. Pamiętacie mecz w Pekinie z Kerber sprzed kilku tygodni? Agnieszka prowadziła 5:1 w gemach. Miała 6 piłek setowych, których nie wykorzystała! Przeciwniczka wyciągnęła na 5:5 a potem 6:6. W tie-breaku Agnieszka przegrywała 6:2 i broniła 4 piłek setowych. Można się załamać? Po secie!? Niekoniecznie. Obroniła je i  dokonała niemożliwego. Kerber na koniec dostała „hebla” i zrobiła 2 podwójne błędy serwisowe. Isia triumfowała.

Tenis to piękny sport dla ludzi o mocnych nerwach.

blogDaniec (2)

blogDaniec (3)

Komentarze.

Currently there are no comments related to this article. You have a special honor to be the first commenter. Thanks!

Zostaw swój komentarz.

* Twój adres e-mail nie będzie publikowany.