side menu ON side menu OFF

Manager
698 334 585
manager@mezo.pl

GRAWITACJA – Relacja z Poznań Maraton 2017

Październikowa, zaskakująco wiosenna, pogoda podczas poznańskiego maratonu roku Pańskiego 2017 była dziwnie nieprzyjazna dla ambitnych amatorów. Wielu moim znajomych biegaczy miało śmiałe plany na życiówki. Większość, włącznie ze mną, poległa w heroicznym boju na trasie. Takie jest bieganie. Niby wiemy, że trzeba mierzyć siły na zamiary, ale chcemy zawsze odrobinę więcej.

Przygody zaczęły się jeszcze przed startem. 45minut opóźnienia. Zdążyłem nieco ostygnąć by potem nieoczekiwanie wykonać piosenkę ŻYCIÓWKĘ dla tysięcy zniecierpliwionych biegaczy czekających na pozwolenie na start. W końcu zielone światło. Ruszyliśmy. Tempo przelotowe na ŻYCIÓWKĘ wynosiło 3:45/km i to był punkt odniesienia. Pierwsze 5km poszło bardzo sprawnie i szybko. Duża grupa. Zwarty szyk. Adrenalina w powietrzu. Lecimy. 18:50 – dobrze, planowo.

Druga piątka w niemal identycznym czasie 18:48 z tym, że zacząłem już gubić grupę. Czułem, że przyspieszają, a ja wcale nie czułem się już rześko. 10km w czasie 37:42 dawało jednak nadzieję, że powalczę o rekord życiowy. Zaczął się zbieg na ul. Hetmańskiej. W planach był to sygnał do przyspieszania, ale niestety tempo stało w miejscu. Grupa, w której zacząłem bieg poszła do przodu, a ja podczepiłem się pod dwie dziewczyny, które biegły bardzo równo. Jedną z nich była przyszła zwyciężczyni – Japonka Haruna Takada. Zainspirowała mnie swoim może niezbyt pięknym, ale dynamicznym krokiem. Szalona kadencja. Próbowałem wpasować się w ten rytm, ale był dla mnie zbyt gęsty. Na 13km dziewczyny poleciały przodem, a ja powoli słabłem. Na 14km pogodziłem się już z porażką. Tempo spadło powyżej 4:00/km. Tętno też. Wyprzedzały mnie kolejne grupy biegaczy, a ja chciałem już tylko honorowo zaliczyć dystans półmaratonu. Publika głośno dopingowała. Byli jak zwykle niesamowici. W tych okolicznościach mogłem docenić ich zaangażowanie, poprzybijać piątki, odpowiedzieć na okrzyki. Humor miałem lekko wisielczy, ale nie pierwszy raz w życiu doświadczałem niemocy podczas zawodów. Ostatni kilometr jeszcze nieco przyspieszyłem i zakończyłem bieg. Czas na mecie 1:22:21. Średnie tempo całości 3:53/km. Podziękowałem trenerowi Marcinowi Fehlau’owi za wsparcie na trasie. Asystował mi cały czas na rowerze, robił co mógł by mnie zmotywować. Grawitacja była jednak tego dnia zbyt odczuwalna. Nie potrafiłem wznieść się ponad nią i pofrunąć.

Mimo obiektywnego rozczarowania tym sprawdzianem pozostaję pełen nadziei, że za 5 tygodni podczas maratonu w Walencji będzie lepiej. Życiówka 2:48 jest do zrobienia. Tempo 3:55/km dałoby wynik 2:45 z którego byłbym zadowolony. Nie składam broni. Walka trwa!

Komentarze.

  1. Joanna

    Październik 17, 2017 (20:18) Reply

    Do zobaczenia w Walencji! Ja pewnie gdzieś z tyłu, ale mój Piotr ma szansę Ci pomachać na starcie 🙂 powodzenia!

  2. Arkadiusz

    Październik 18, 2017 (10:37) Reply

    Oglądałem poczynania maratończyków w jakiejś lokalnej telewizji przez internet i mignąłeś mi przez moment, choć nie widziałem twarzy poznałem Cie po czapeczce i po charakterystycznym kroku. Kibicowałem Ci, ale kiedy na trasie widziałem cie na 16km to już wiedziałem, że o rekord będzie ciężko. Mimo wszystko szacun za takie średnie tempo na takim dystansie. Na razie takie bieganie to moje marzenie…ale powoli pomalutku małymi kroczkami, dojdę do celu…!!! Powodzenia w Walencji.

Zostaw swój komentarz.

* Twój adres e-mail nie będzie publikowany.