side menu ON side menu OFF

Manager
698 334 585
manager@mezo.pl

photo

DUSZA SZYBKOŚCIOWCA

Mezo_1

17:55 to mój wynik na 5km ostatniego biegu z cyklu CityTrail. Najlepszy czas na tej trasie, ale rekord pobity zaledwie o 5 sekund i szczerze – spory niedosyt. Dużo błota na trasie, ale to normalnie w przełaju. Nie lubię jednak takich warunków. By dobrze pobiec potrzebuje twardego podłoża, które pozwala mi się solidnie wybić. Po raz kolejny wyszła ze mnie dusza szybkościowca. Zbyt dobre samopoczucie na starcie i poleciałem jak kuna pierwszy kilometr w czasie 3:20. Gdy spostrzegłem, że ścisła czołówka jest zaledwie 20 metrów przede mną pomyślałem „oj bekniesz za ten szalony początek”, czułem się jednak nadal relatywnie dobrze i liczyłem na cud. 2km w czasie 3:30 czyli planowanym czasie przelotowym, który by mnie zadowolił na mecie. Niestety szło coraz gorzej. Kilka osób mnie wyprzedziło. Czułem, że tempo spada. 3km – 3:40. W planie taktycznym przed biegiem właśnie tu miałem się zebrać i nieco przyspieszyć, ale… się nie dało 🙂 Plątanina myśli w głowie, ciężkie nogi, grząskie podłoże, ale walczyłem ile się dało. 4km – 3:40. Czułem się już podle. Na ostatnich nogach walczyłem o przyzwoity czas, choć już wiedziałem, że cudów nie będzie. Chciałem jednak pierwszy raz na tej trasie złamać 18 minut. Ok 500 metrów do mety usłyszałem okrzyk w moją stronę „MUZO, lubię twoją muzę – dajesz!!!” Raczej mnie to zdemotywowało… 🙂 Myślałem, że wybuchnę śmiechem, ale zebrałem się jeszcze na wysiłek i powagę by godnie zakończyć bieg. Po chwili usłyszałem „cześć” od jednego z biegaczy, który zachował więcej sił na finish i być może chciał pogadać. Udałem, że nie słyszę bo naprawdę nie byłem w nastroju na „pogawędkę” Pozdrawiam go serdecznie teraz, nie chowaj urazy 🙂 Ostatnie 200 metrów nieco przyspieszyłem, ale nie był to sprint na jaki mnie stać. Zbyt dużo błota i nieco rezygnacji, że znów mnie poniosło i bieg taktycznie nie wyszedł. Na mecie chwila wytchnienia, gratulacje między zawodnikami. Jak zwykle świetna atmosfera i pozytywni ludzie.

Podsumowując, bieg choć rekordowy – nie wyszedł, ale był kolejną lekcją pokory. Muszę poskromić w sobie chęć do zbyt mocnego startu. W zasadzie wiem o tym doskonale, ale w praktyce, ciężko nie dać się ponieść na pierwszych kilkuset metrach biegnąc w tłumie solidnych zawodników i czując wiatr we włosach 🙂 Za dwa tygodnie kolejny start. Tym razem 10km na asfalcie – Maniacka Dycha. Myślę, że ten bieg bardziej pokaże, gdzie jestem z formą i będzie wyznacznikiem na co mogę liczyć w kwietniu w półmaratonie i w maju w maratonie. Trenujemy dalej!