side menu ON side menu OFF

Manager
698 334 585
manager@mezo.pl

BIEŻNIA – NOWA MIŁOŚĆ?

Zawsze lubiłem biegać na bieżni lekkoatletycznej. Niby kręcisz się monotonnie w kółko jak chomik, ale jednak czujesz pod butem dobre wybicie, można pokręcić mocno nogą i jest taki klimat prawdziwego sportowego wyścigu. Zniewolony wizją progresu w maratonie nie doceniałem tych zalet. Aż do zeszłej soboty i mojego debiutu na 5000m podczas Memoriału Szelesta, podczas którego w końcu zrobiłem jakąś życiówkę – 17:27 ( o uwaga 2 sek. :)) ale i chyba złapałem nową zajawkę!

Szczerze to nie zasłużyłem na tą życiówkę specjalnie. Ostatni miesiąc w moim sportowym życiu to degrengolada. Mnóstwo podróży, koncertów, nieprzespanych nocy, niezdrowego żarcia i alkoholu. Nie czuję się z tym dobrze. Takie życie, owszem jest ciekawe, pełne zabawy i spontaniczności, ale jako aspirujący ambitny biegacz amator miałem raczej wyrzuty sumienia stając na starcie. Ociężały i przepity.

Rozgrzewka też specjalnie mnie nie ożywiła, ale otuchy dodawał mi trener Marcin Nagórek, który wspierał mnie mentalnie i sprawił, że nie uciekłem przed biegiem ze stadionu wprost do jakiegoś pubu. „Miejmy to już za sobą” – pomyślałem. Cała otoczka profesjonalnych zawodów sportowych trochę mnie onieśmielała. Czułem się nie u siebie. Niby było zabawnie, ale czułem dziwny nieznany stres. Sędzia ustawił nas na linii, wystrzelił ze startera i ruszyliśmy. W całym tym zamieszaniu zapomniałem odpalić GPS’a i cały bieg leciałem na „czuja” zdając się na pokrzykiwania trenera-Nagóra i kontrolowałem tylko tempo co 400m spoglądając na czas ogólny biegu wyświetlany na ekranie ustawionym przy linii mety.

Miałem szczęście, że złapałem dwóch chłopaków biegnących tempem po 3:30/km. To mi odpowiadało. Złapałem ich plecy i leciałem dosyć swobodnie. 1km, 2km, 3km. Lecę prędkością 17km/h i czuję się całkiem nieźle. Uwierzyłem w życiówkę. 3km w 10:32 i niestety moi nieoczekiwani pacemakerzy zaczęli zwalniać. Ja natomiast dałem się ponieść emocjom i ruszyłem do przodu! Za szybko… Nie miałem kontroli tempa i nie mogę też tego sprawdzić po fakcie, ale myślę, że przebiegłem następne 500m po ok 3:10/km. Oddaliłem się od mojej grupki o ok 50m i…totalnie opadłem z sił. Holowałem się tak przez ponad 1km. Czułem, że tempo mocno spada, a ja dostaje kolejną życiową lekcję. Technika poległa, czułem, że biegnę wolno i ciężko. Na okrążenie przed metą usłyszałem dzwonek. Zadziałał na mnie jak płachta na byka. Wiedziałem, że popełniłem taktyczny błąd ruszając zbyt szybko, ale pomyślałem, że muszę chociaż solidnie zafiniszować!

Kątem oka spoglądając na międzyczas na 4600m (ok. 16:17) wiedziałem, że ostatnie okrążenie musi być mocne jeśli ma być czas w okolicach życiówki. Niestety długo wstrzymywałem się, żeby „depnąć” ostatecznie. Wszystko mnie już bolało. Dopiero na ostatniej prostej przyłożyłem i naprawdę szczerze odetchnąłem z ulgą widząc zegar na linii mety. Jest życiówka. Pierwsza od ponad roku. Minimalna, ale jednak. Wywalczona. Moja. Na zachętę do dalszej pracy.

Idę za ciosem. Zamierzam szukać więcej szybkości w biegach krótszych, a 5km to na chwilę obecną mój maksymalny dystans startowy. Poprawię się w znacznym stopniu na 5km to wrócę do dłuższych dystansów. Póki co mam zamiar posmakować bieżni. A dlaczego nie miałbym pobiec na 3000m, na 1500m, na 800m, a nawet spróbować dystansów sprinterskich? Co mnie ogranicza? Chcę się tym bawić i poznać bieganie w całej jego rozciągłości. Mam już różne szalone pomysły, którymi podzielę się z Wami niebawem. Póki co kuję żelazo póki gorące i jutro wsiadam w pociąg do Warszawy aby sprawdzić się na 3000m i 800m w mitingu dla amatorów WARSAW TRACK CUP. Słyszałem dużo dobrego o tych zawodach. Na pewno będą 2 życiówki, bo nigdy nie biegałem na tych dystansach 🙂 3000m bardzo chciałbym pocisnąć po 3:20/km czyli całość w okolicach 10min. 9:59 byłoby spoko. 800m to już będzie typowa zabawa. Po pierwszym biegu będę już pewnie mocno zajechany, ale treningowo to będzie fajne wyzwanie. Kiedyś na konferencji biegowej pod Łodzią zapytałem Adama Kszczota, jak się biega takie 800m taktycznie. Odpowiedział coś w stylu. „400m luźno i prawie na maksa, a potem przyspieszasz!” Wydaje się proste! 🙂

 

 

Komentarze.

  1. Robert

    Maj 22, 2018 (22:41) Reply

    Gratuluję! Co do bieżni to myślę, że polubisz ten rodzaj biegania – można się wyłączyć i co chwilę podkręcać tempo. Poza tym zawsze jest fajnie jak ktoś biegnie też obok Ciebie…

    • Jacek Mejer

      Maj 23, 2018 (11:24) Reply

      Muszę spróbować i się przekonać 🏃🏃🏃🇵🇱

  2. Mario

    Maj 23, 2018 (08:22) Reply

    Ta konferencja „pod Łodzią” była jesienią 2015 roku w Stacji Nowa Gdynia, która ma adres zgierski, ale znajduje się na granicy Łodzi i Zgierza 🙂

  3. Krzysztof

    Maj 23, 2018 (08:29) Reply

    Panie Jacku, zna Pan jakieś inne biegi na bieżni dla amatorów? Fajnie byłoby poznać taką listę, bo w Polsce wszyscy pchają się w maratony. Uważają, że bardziej prestiżowe jest przebiec maraton w 5 godzin niż np. 5000 m w 18 minut.

    • Jacek Mejer

      Maj 23, 2018 (11:23) Reply

      Każdy biega co lubi, ale zdecydowanie trzeba rozwinać ofertę biegów stadionowych dla amatorów. Nie mogę co 3dni jeździć do WaWy żeby sobie pobiegać na krótszym dystansie. Póki co polecam Warsaw Track Cup 23.05, 20.06, 05.09 lub bieg na milę na stadionie 10.06. Oba mitingi w Wwa.

  4. Tomuś

    Czerwiec 26, 2018 (01:39) Reply

    Podziwiam za samą chęć do biegu po takiej przerwie. Co dopiero w takim stanie ustanawiać rekord. Sekunda do sekundy i będzie dwa30 🙂 Z taką rekomendacją to i ja spróbuje pobiegać w kółko

Zostaw swój komentarz.

* Twój adres e-mail nie będzie publikowany.