finish_9ppm_2016fot. Magdalena Fornalik

Czy powinniśmy się cieszyć z każdej życiówki biegowej? Uważam, że tak – dlatego mam problem. Nigdy wcześniej nie przebiegłem 21,1km w tempie 3:50/km, po raz kolejny wziąłem udział we wspaniałej imprezie w rodzinnym mieście czując niesamowite wsparcie kibiców! Jestem za to wdzięczny! Ale przechodząc do chłodnej analizy ta życiówka smakuje gorzko…

Marcowe treningi, a przede wszystkim wynik na Maniackiej Dziesiątce (35:29) pozwalały myśleć o wyniku  1:17-18. I taki był mój plan. Trzymać tempo w okolicach 3:40/km i korygować założenia w trakcie biegu wedle samopoczucia. Niestety już po 5km czułem, że to nie jest mój dzień. Mięśniowo byłem przymurowany, nie czułem lekkości. Chlupało mi w butach i wiedziałem, że skoro zaczynam zwalniać po 7-8km podczas półmaratonu,  nie zakończy się to sukcesem. Nie szukam wymówek. Jestem tu gdzie jestem, tego dnia nie stać mnie było na lepszy bieg. Uważam jednak, że na wynik duży wpływ ma ogólny kryzys, który złapał mnie ok 4 tygodni temu. Jestem nieco przemęczony objętością treningu, organizm trochę się buntuje. Muszę dać mu oddech i myślę, że wykrzesam z siebie lepsze osiągi.

Postawiłem sobie wysokie cele i nie zamierzam się nad sobą rozczulać. Bieganie w relaksacyjnym tempie odkładam na dalsze lata (ale będzie fajnie…) a obecnie trenuję mocno i zamierzam pokonywać kolejne biegowe bariery. Niezależnie jak duży to będzie postęp nie odpuszczę. Przez najbliżej 2 lata po prostu cisnę, a jak przełoży się to na wynik nie zależy tylko ode mnie. Gdzieś mam pewnie swoje ograniczenia fizyczne, genetyczne, wydolnościowe. Mogę popełniać pewne błędy treningowe, mogę nie mieć odpowiedniej ilości czasu na regenerację ze względu na pracę zawodową. Jest wiele składowych biegowej układanki.  I te wszystkie znaki zapytania, wzloty i upadki sprawiają, że droga postępu jest tak fascynująca!

IMG_3840Ps. Żona też pocisnęła ostro! 1h47min!