Po pierwsze przepraszam za brak polskich znakow. Pisze to z urlopu na Malcie i za „ch***a” nie wiem jak przestawic klawiature na polska pisownie.

Poznan Maraton przeszedl do historii. Jestem bardzo zadowolony. 2:48 to byl moj plan optymalny. Czulem ze na to mnie stac i dowiozlem ten wynik do mety bez wiekszych problemow. Moglbym silic sie na dramatyczne opisy walki na kolejnych kilometrach ale prawda jest taka ze byl to najprzyjemniejszy maraton w moim zyciu. Tempo wymagajace, ale caly czas pod pelna kontrola. Walka do upadlego – cierpienie,  dopiero od 39km. Czy to znaczy ze moglem pobiec szybciej? Wydaje mi sie ze nie. Moze ryzykujac wiele urwalbym jeszcze 1-2 minuty ale nie bylo sensu sie szarpac. Zupelnie spontanicznie powstala mocna grupa lecaca wspolnym tempem po 4:00/km do 30km, pogoda sprzyjala, czulem sie dobrze, poprawilem zyciowke o 7 minut – na tym etapie – pelnia szczescia.

To nie znaczy ze wszystko od poczatku bylo idealne. W piatek przed maratonem cos strzelilo mi w plecach. Chyba od czytania ksiazek w dziwnych pozycjach bo na silowni nie bylem od ponad 2 miesiecy. Udalem sie w trybie pilnym do znajomego fizjoterapeuty Krzycha Smichurskiego, ktory rozmasowal miesien i zalozyl dwa tejpy. Na szczescie plecy odezwaly sie tylko na ostatnich kilometrach gdy mocno zziebly przez padajacy pod koniec rzesisty deszcz. Lapaly mnie tez skurcze na ostatnim kilometrze totez zrezygnowalem ze sprinterskiego finishu. Poza tym niemal wszystko zagralo. Obawialem sie czy wybralem dobre buty? Pobieglem w Asicsach DynaFlyte i sprawdzily sie rewelacyjnie mimo, ze to buty z zalozenia treningowe. Staralem sie omijac kaluze jak tylko mozna i choc trasa byla mocno zalana woda udalo mi sie to do samej mety. Technicznie zadnych problemow.

Czego najbardziej sie obawialem to dlugiego dystansu i wynikajacych z tego problemow miesniowych. Wszystko co biegalem treningowo dluzszego niz polmaraton to dwa(!!!) wybiegania po 25 i 26km. Wydawalo mi sie to strasznie malo, ale trener Marcin Nagorek zapewnial mnie ze musimy postawic na swiezosc na starcie i uniknac przetrenowania, zmeczenia miesniowego przed startem przez co byly problemy wiosna. Wtedy moj kilometrach osiagal maksymalnie ok 120km. Pobieglem z tego 2:58 w maratonie. Teraz na kilometrazu ok 90 w apogeum i pelnym wypoczeciu na starcie zrobilem 2:48. Zdecydowanie lepiej trenowac mniej a madrzej.

Co dalej? Otoz zamierzam isc dalej do przodu wlasnie ta metoda. Mniej objetosci, wiecej jakosci. Zamierzamy raczej trenowac interwalowo, krotko a intensywnie, bo jestem naturalnie predysponowany do takiego wysilku, a maraton atakowac na koniec sezonu z zapasem predkosci. Czyli wiosna stawiam na konkretne zyciowki na 5 i 10km, a z rozpedu na koniec nieco potrenowac pod dluzszy dystans i zrobic dobry polmaraton w Poznaniu pod koniec marca i maraton w kwietniu jeszcze nie wiem gdzie. Poki co do konca pazdziernika robie biegowy reset, a od listopada stopniowo, powoli, wchodze w trening. W najblizszych miesiacach priorytetem bedzie jednak moja nowa plyta na ktorej mam zamiar sie skupic. Plyta bedzie bardzo sportowa i motywacyjna. Jestem juz konkretnie wkrecony w bieganie i nie widze odwrotu. Musi miec to swoje odzwierciedlenie takze na nowym albumie. Na kwiecien planuje wiec muzyczna ZYCIOWKE i oczywiscie kolejne rekordy na biegowych trasach.

 

imgl1835 imgl1858-edit imgs1367 imgs1507 imgs1676 imgs1732 imgs2048