Lipiec, zgodnie z planem, biegowo okazał się dla mnie przełomowy. Statystycznie wygląda to rewelacyjnie – najlepiej od marca, a biorąc pod uwagę trening uzupełniający najlepiej od… kiedy sięgam pamięcią 🙂 Przebiegłem 380km wychodząc na trening 29 razy. Poza tym 5 razy odwiedziłem siłownię i po wielu miesiącach przerwy w końcu pograłem w tenisa (3x) Wszystko notuję. Przyzwyczaiłem się do tego, lubię to i polecam wszystkim. Można zawsze wrócić do jakiegoś dawnego treningu, porównać przeszłość z teraźniejszością itd.  Co najważniejsze jednak czuję się dobrze, nie jestem przemęczony, zostawiam sobie nadal sporą rezerwę na dokręcenie śruby. Największe obciążenia przede mną. Do docelowego maratonu ponad 2 miesiące (Poznań Maraton 09.10.2016)

Z pewnością duży wpływ na mój udany sportowo miesiąc miał wyjazd na wakacje do Livigno we Włoszech. 12 dni z dojazdem własnym autem, a więc realnie 10 dni treningowych na miejscu. 10 jednostek  biegowych, 3 razy siłownia. Wszystko na wysokości ponad 1800m n.m.p. To było moje pierwsze doświadczenie z treningiem wysokogórskim. Nie biegałem mocno, raczej sporo, ale niezbyt intensywnie z zaledwie 2 akcentami. Mimo to oderwanie od rzeczywistości i obowiązków zrobiło świetną robotę dla mojego ciała i ducha. Mogłem skupić sie tylko na treningu (no i żonie, która dzielnie trenowała ilościowo tak samo jak ja) Po każdym wysiłku miałem czas na porządne rozciąganie, rolowanie, regenerację. Piękne widoki dookoła, ciężkie powietrze – owszem, ale jakże to motywujące. Jestem w górach, trenuję jak zawodowiec! 🙂 Psychicznie też byłem mocny. Wypiłem zaledwie jedno piwo na koniec wyjazdu w ramach nagrody. Organizm odpoczął.

Na jeden z zaplanowanych akcentów (ciekawy trening 30 x 200m z przerwą ok 40sek. plus rozgrzewka i schłodzenie) wybrałem się do pobliskiego St.Moritz, gdzie znajduje się bieżnia lekkoatletyczna. Cudowna alpejska trasa przez szwajcarską przełęcz Bernina a na miejscu wielka niespodzianka. Na bieżni miałem okazję trenować z polską kadrą przygotowującą się do Igrzysk w Rio. Wrażenie niezwykłe, ciężko było się skupić na treningu widząc tylu świetnych sportowców na czele z kandydatem do medalu na 800m – Marcinem Lewandowskim. W tym czasie w St. Moritz trenowali (myślę, że nadal tam są jeszcze) Artur Kozłowski i Henryk Szost. Znalazłem się więc całkiem przypadkowo w samym centrum przygotowań polskich długodystansowców. Warunki w St. Moritz mają naprawdę wyjątkowe! Mam nadzieję, że przekują to na medale w Brazylii.

Po powrocie na niziny niestety nie doczekałem się jakiejś niesamowitej zwyżki formy. Na 3 dzień po powrocie wystartowałem w biegu przełajowym na 5km CityTrail on Tour. Szału nie było. Czas 18:28. Niemniej, czuję, że jestem na fali wznoszącej i co najważniejsze mam głód biegania i podkręcania tempa. Na tym etapie wiosną (na 8 tygodni przed majowym maratonem) byłem już mocno zajechany. Teraz pilnuję by trzymać świeżość, więcej czasu poświęcam aspektom uzupełniającym takim jak rozciąganie i rolowanie. Profilaktyka i więcej umiaru w treningu.

Mimo, że połowę miesiąca urlopowałem, udało się zagrać także 4 koncerty. Było więc bardzo intensywnie, a sierpień zapowiada się jeszcze okazalej. 5 koncertów, mocniejszy trening biegowy plus turniej tenisowy artystów Beskid Cup 2016 w Jaworze. Tenisowo ciężko będzie po raz kolejny ograć Marcina Dańca i spółkę (do gry wraca też triatlonista Robert Rozmus) ale na pewno będzie ciekawie! No i Igrzyska w Rio! Ostatnio czekałem tak chyba na Barcelonę `92 (z powodu polskich piłkarzy) i Atlantę `96! Czasy dziecięcej zajawki sportowej wróciły po 30-tce… Kto by pomyślał… 🙂

 

DSC08294 (1)LivignoDSC08344

DSC08388 (1) St.Moritz

DSC08419Przełęcz Bernina