Kryzys kryzysem, ale w niedzielę trzeba biec i zamierzam zrobić to najlepiej jak tylko się da! Na pewno już odbiłem się od dna. Liczę, że za 3 dni nastąpi mocne wybicie górą i wykres mojej formy wróci na ścieżkę wzrostu! Ten miesiąc był naprawdę trudny, szczególnie psychicznie. Musiałem odpuszczać dużo treningów w momencie kiedy zbliżały się najważniejsze zawody. Mój trener Marcin Nagórek tak opisał ten okres na swoim blogu www.nagor.pl

„Kolejny weekend spędzę w Trójmieście, gdzie w ramach rozbiegania pobiegnę kawałek maratonu z Mezo. Tu był mały dramat, który na razie niewiele się poprawił. Jacek wspaniale przetrenował zimę, zaczął sezon od mocnego uderzenia na dyszce (35:29), ale potem przyszedł mega kryzys. Zaatakowało go na kilku frontach – akurat ocieplenie, przesilenie wiosenne, straszliwie pospinane mięśnie i konieczność wdrożenia długich, ciężkich treningów do maratonu. Najgorszy moment. Efekt był taki, że w ciągu ostatniego miesiąca trening praktycznie nie istniał. Jacek biegał tylko luźne rozbiegania, a co parę dni robiliśmy próbę delikatnego akcentu, żeby ocenić, czy coś się zmieniło. Z perspektywy czasu widać, że najlepiej byłoby od razu zrobić tydzień czy nawet dwa wolnego, ale trudno było przewidzieć, że kryzys będzie aż tak głęboki. W efekcie planowane na wiosnę 2:45 musi poczekać. Jeszcze tydzień temu wątpliwe wydawało się nawet złamanie 3 godzin, bo Jacek na rozbieganiach był ledwo żywy. Ostatnie 10 dni to jeszcze krótsze treningi, do tego tylko co drugi dzień… i coś się ruszyło. W niedzielę było nieco lepiej. Dlatego w maratonie w Gdańsku atakujemy razem w tempie mojego rozbiegania, czyli lekko powyżej 4 minut na kilometr i jeśli uda się zrobić jakąkolwiek życiówkę, przyjmiemy to z pocałowaniem w rękę. Potem odpoczynek i dalsza walka, bo Mezo jest mocny i nie pęka”

Tako rzecze trener. Zgadzam się z nim oczywiście, ale to ja muszę podołać niedzielnej misji maratońskiej i ja zdecyduje finalnie o tempie i ostatecznym wyniku. W tym tygodniu biegałem tylko dwa razy – wtorek 50 minut i czwartek 40 minut. Wszystko spokojnie i na luzie. Wiem, że na starcie będę miał dużą ochotę i determinację – głód biegania jest spory. Maraton to jednak równanie wielokrotnie złożone. Jest dużo niepewności. Jeśli pogoda nie przeszkodzi chcę powalczyć o życiówkę na poziomie 2:55. To właściwie plan minimum. Marzenie to złamanie 2:50. Chciałbym zacząć bieg tempem gdzieś pomiędzy tymi wynikami i potem balansować i przechylać szalę w stronę 2:50. Czy to realne? Naprawdę nie wiem. Ostatnie długie wybieganie miałem 24 marca. Nie mam pojęcia jak nogi zachowają się na 30 czy 35km.

Pewne jest jedno. Bardzo się cieszę na ten weekend, bo będzie to definicja tego co kocham czyli MUZYKA, SPORT, MOTYWACJA w czystej postaci. Wszystkich biegaczy oraz kibiców zapraszam już w sobotę gdzie w hali EXPO o godz. 17 będę miał przyjemność dam krótki występ wraz z wokalistką Sarą Pach i Dj`em Skillem. Potem o 17.30 wezmę udział w panelu dyskusyjnym na temat biegania. Dokładny plan imprezy pod linkiem GDAŃSK MARATON – PLAN IMPREZY Wszystkich biegaczy, fanów – serdecznie zapraszam! W niedzielę już walka stricte sportowa. Będzie dobrze! TO MUSI WYJŚĆ – MUSI!

73812-PPO16-33-21-000101-ppo16_01_kkn_20160417_102205_1IMGL9839 (2)12168445_765436796917486_618159316_o